Po raz pierwszy w karierze zdarzyło mi się w końcu sierpnia grać sparing - gorzki był komentarz Jacka Zielińskiego do pustych trybun przy Cichej w sobotnim spotkaniu Polonii Bytom z Groclinem Dyskobolią Grodzisk Wlkp. - Jakiż sens ma takie granie bez fanów? - dopytywał się oficjalnie Grzegorz Żmija, ale każdy z pozostałych 27 uczestników tego meczu zadawał sobie to pytanie także. Granie spotkań ligowych bez udziału publiczności - albo z ograniczeniem liczby widzów, co miało miejsce dzień później na tym samym stadionie, w konfrontacji Ruchu z Koroną Kielce - podważa sens sportowej rywalizacji. - 55 lat działam w sporcie, ale dotąd nie mogę uwierzyć, że takich dni doczekam - ze łzami w oczach komentował fakt pustych trybun Henryk Fornalak, ojciec trenera bytomskiej Polonii. - I za co ta kara? Za oprawę meczową, którą 30 marca tego roku każdy z oglądających mecz Ruch - Polonia nagrodził oklaskami...
Biednemu wiatr w oczy...
Tak było w weekend w Chorzowie, tak może być w następnych kolejkach na innych obiektach w kraju. - Odpalenie rac nie jest wielkim przewinieniem. Ale UEFA i FIFA wydają temu zjawisku bezwzględną walkę. Nie możemy na naszym gruncie przymykać na to oczu - tłumaczy Michał Tomczak. To właśnie kierowany przez niego Wydział Dyscypliny ukarał obydwa śląskie kluby. W sposób dotkliwy - z tym zdaniem już wcześniej zgodził się Marcin Stefański, dyrektor Departamentu Logistyki Rozgrywek „Ekstraklasy” SA. Szef WD bezpośrednio pojęcia „kara surowa” nie używa. - Zdajemy sobie za to sprawę, że bardzo źle się stało, iż kara nie została wyegzekwowana jeszcze w II lidze - podkreśla. Wydarzenia przy Cichej, za które konsekwencje kluby poniosły dopiero 25 i 26 sierpnia, miały przecież miejsce pięć miesięcy wcześniej. Najpierw jednak - do czego mecenas Tomczak przyznaje się otwarcie - bardzo długo powstawało pisemne uzasadnienie wyroku, potem zaś - ze względu na rozwiązanie Komisji Odwoławczej i brak Związkowego Trybunału Arbitrażowego - przedłużyła się procedura odwoławcza. - Co najgorsze zaś: najwięcej stracił najbiedniejszy - dodaje przewodniczący wydziału, mając na myśli bytomską Polonię. Ruchowi bowiem zezwolono na wpuszczenie w niedzielę widzów na sektory rodzinne. Bytomianie - wobec braku takowych sektorów na własnym obiekcie - nie mieli prawa do żadnych „dyspens”. Sama organizacja meczu bez widzów kosztowała ich zaś ok. 60 tys. złotych. Wpływu ze sprzedaży biletów nie było...
Bezpieczeństwo zamiast efektowności
- Zapewniam, że będziemy starać się rozważać inne formy karania za użycie środków pirotechnicznych. Na pewno natomiast od sankcji nie odstąpimy. Ze względu na dużą liczbę podobnych incydentów w naszym kraju UEFA wzięła Polskę pod lupę - zdradza Michał Tomczak. W podobnym klimacie rzecz ocenia rzecznik „Esktraklasy” SA. - W Komisji Ligi, która orzeka kary, zasiadają prawnicy. I nie mogą przymykać oczy na łamanie prawa - tłumaczy Adrian Skubis. W świetle zaś ustawy o organizacji imprez masowych, wnoszenie i używanie środków pirotechnicznych jest niezgodne z prawem. Ubiegłoroczna kibicowska akcja „Ultraprotest” przyniosła efekt w postaci zawieszenia (ale tylko na dwie kolejki) praktyki karania „za race”. To był wynik spotkania władz spółki prowadzącej rozgrywki z przedstawicielami środowisk fanów z całego kraju. Wbrew jednak zapowiedziom, za tym nie poszły inne działania - na przykład kibicowski lobbing wśród posłów na rzecz złagodzenia wymogów ustawy. I do sankcji za pirotechnikę wrócono. - Ja wiem, że race, dymy i inne środki bywają efektowne. Jeżeli jednak mam wybierać między urodą oprawy a bezpieczeństwem widzów, stawiam na to drugie - podkreśla Adrian Skubis.
Chuchanie na zimne
W ub. czwartek Komisja Ligi „Ekstraklasy” SA ukarała poznańskiego Lecha grzywną w wysokości 15 tys. za „wielokrotne użycie w sposób niezgodny z ustawą (...) środków pirotechnicznych podczas wyjazdowego meczu 4. kolejki Orange Ekstraklasy z Zagłębiem Lubin”. Dodatkową karą jest zakaz udziału zorganizowanej grupy kibiców w jednym meczu wyjazdowym. I właśnie ta sankcja wywołała najsilniejszą reakcję fanów z Wielkopolski. - Domyślam się, że członkowie Komisji Ligi działali pod wpływem medialnych deklaracji szefów stowarzyszeń kibicowskich z Poznania. Oznajmili oni przecież, że ewentualne grzywny wliczają w koszt organizacji oprawy meczowej i liczą się z koniecznością zapłacenia kilkunastu tys. zł - uważa cytowany już rzecznik spółki. Trzeba więc było uciec się do radykalniejszej formy sankcji. - Jest to również z naszej strony „chuchanie na zimne”. No bo do kogo, jak nie do organizatora rozgrywek, opinia publiczna kierować będzie pretensje, jeśli dojdzie do tragedii? Jeśli zostanie poparzone dziecko, jeśli komuś raca wybuchnie w ręce? - stawia retoryczne pytanie Adrian Skubis. - Możecie mieć jednak pewność, że za same race stadiony zamykane nie będą. Kary dla Ruchu i Polonii wydane zostały również za poważniejsze przewinienia dodaje Michał Tomczak.
"The Kop" tylko śpiewa
Ani PZPN, ani „Ekstraklasa” SA nie chcą jednak złożyć jednoznacznej deklaracji, że w tym sezonie meczów przy pustych trybunach już nie będzie. - Ale chcemy promować inne formy zabawy na widowisku sportowym. Inwencja kibicowskich twórców nie może się ograniczać do pirotechniki - zaznacza rzecznik spółki. Jego zdaniem, użycie niebezpiecznych materiałów spotykane jest już w bardzo niewielu krajach. Przypadki takie zdarzają się w Chorwacji, we Włoszech. - Ale gdzie indziej są nie do pomyślenia. Rozmawiałem ostatnio z chłopakiem, zrzeszonym w oficjalnym fan-klubie Liverpoolu. Na najsłynniejszej trybunie świata - „The Kop” na Anfield Road - nikt nigdy nie wpadł na pomysł zapalenia racy - dowodzi Skubis. Z „The Kop” zarazem płynie najsłynniejsza kibicowska pieśń globu: „You’ll never walk alone”..
Jak widać, do momentu ewentualnej zmiany przepisów, zarówno PZPN, jak i „Ekstraklasa” są „na prawie”, by karać za pirotechnikę. Oby jednak takie weekendy, jak miniony przy Cichej, nie zdarzyły się już nigdy.
żródło: Sport