Mariusz Śrutwa, jeden z najskuteczniejszych napastników w historii Ruchu Chorzów, po cichu rozstał się z piłką nożną.
36 lat, 281 meczów w lidze, 103 strzelone bramki - piłkarski licznik Śrutwy wyhamował już na dobre. Ponad rok temu głośny konflikt z trenerem Markiem Wleciałowskim zakończył jego przygodę z Ruchem. Jeszcze wiosną grał w Rozwoju Katowice. Liczył na powrót na Cichą, szczególnie po tym, gdy Wleciałowskiego zastąpił Duszan Radolsky.
Teraz nie chce już nawet pożegnania.
W internecie można znaleźć krótki film „Ostatnie brawa dla Mariusza”. 33 sekundy słabej jakości materiału nakręcone telefonem komórkowym to tak naprawdę Pana pożegnanie z ligową piłką. Nie ma Pan wrażenia, że to za mało?
Mariusz Śrutwa: - Fajnie, że ktoś uchwycił ten moment. To po meczu Ruchu z Polonią... Tak naprawdę nikt wtedy nie wiedział, że to będzie mój koniec.
Trener Duszan Radolsky deklaruje, że pozwoli pożegnać się Panu z kibicami i jeszcze raz zagrać w niebieskich barwach.
- W rozmowach z działaczami pojawiają się różne propozycje. Niestety, brakuje w nich logiki. Są nie do zaakceptowania.
Dlaczego?
- Pomysł polega na wytypowaniu meczu, podczas którego symbolicznie wejdę na boisko. A to mnie nie interesuje. Ekstraklasa to zbyt poważna sprawa. Tak to się można bawić w niższych ligach. Był już taki prezes, co sam siebie wpuszczał na boisko [Mirosław Stasiak w Ceramice Opoczno - przyp. red.] i tylko narażał się na śmieszność. Nie chcę przeżyć tego samego.
W październiku będzie mecz Ruchu z Polonią Bytom - spotkanie dwóch klubów, które spinają klamrą Pana karierę. Czy może być lepsza okazja do pożegnania?
- Takich symbolicznych okazji było już kilka, ale jakoś nikt w Ruchu nie zwrócił na nie uwagi. Dobra, wejdę w tym spotkaniu na boisko w końcówce meczu. A co będzie, jeżeli Ruch będzie przegrywał 0:3? To przecież nie będzie pożegnanie, tylko stypa. A jak będzie wynik na styk? Który trener wpuści wtedy na boisko piłkarza, który przyszedł na mecz prosto z tramwaju? To na kilometr śmierdzi sztucznością i tandetą.
To jak Pan chciał zaplanować ten dzień?
- Chciałem, żeby wyszło naturalnie. Chciałem być częścią drużyny, która wywalczy awans. Nie dano mi tej szansy!
Czyli pożegnania nie będzie?
- Na to wygląda. Nawet przestałem o tym myśleć.
Kibice proponują pożegnalny mecz Ruch - Atletico Madryt...
- Mariusz Klimek też przedstawił mi taką propozycję. Gdyby się udało, to byłoby wielkie wydarzenie. Jednak biorąc pod uwagę problemy organizacyjne klubu, trudno być optymistą.
W niedzielę swój benefis organizuje Dariusz Gęsior. Może to jest dobry pomysł?
- Nie zamierzam organizować żadnego benefisu, chociaż wiele osób mnie do tego namawia.
Wygląda więc na to, że Pana ostatnim klubem będzie Rozwój Katowice. Dlaczego Pan już w nim nie gra?
- Umówiliśmy się z prezesem na pół roku. Uznałem, że tyle wystarczy. Pożegnałem się po cichutku, tak jak chciałem. Teraz trenuję już tylko dla zdrowia.
Ma Pan teraz więcej wolnego czasu, a pewnie niedługo czekają nas wybory do Sejmu. Będzie Pan kandydował?
- W tej chwili o tym nie myślę, ale najbliższe dni mogą jeszcze wiele zmienić... Nie ukrywam, że dostaję również i takie propozycje. To propozycje na pograniczu polityki i biznesu.
Pamiętam, że najbliższe były Panu ugrupowania liberalno-konserwatywne. Czy Ruch Stu, którego był Pan członkiem, wciąż istnieje?
- Niestety nie, ale moje przekonania polityczne się nie zmieniły.
Na Cichej można Pana zobaczyć już tylko na trybunach. Jest Pan udziałowcem SSA Ruch. Czy ma Pan wpływ na organizację klubu?
- Nie. Wielu kibiców myśli jednak inaczej. Podchodzą do mnie, pytają, proszą...
A co by Pan zmienił, gdyby mógł?
- Następne pytanie proszę (śmiech).
Ile kar zapłacił Pan podczas kariery za krytykowanie sędziów, którzy dziś mają zarzuty za ustawianie spotkań?
- Pewnie kilkadziesiąt tysięcy. Starczyłoby na dobry samochód. Mam żal do działaczy Ruchu, którzy często karali mnie wtedy po raz drugi. Ciekawe, jak się teraz z tym czują?
Mirosław Mosór (dyrektor Ruchu):
- Nie podlega dyskusji, że takiemu piłkarzowi jak Mariusz Śrutwa należy się pożegnanie. Problem jest tylko jeden - jak wyjść naprzeciw oczekiwaniom Mariusza? Nawet rozumiem, że nie interesuje go symboliczna minuta... Tylko co w zamian? Może benefis - tak jak w przypadku Darka Gęsiora - to jednak dobre rozwiązanie. Dużo zależy od samego Mariusza, od jego propozycji. Klub jest gotowy do współpracy.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice