Kiedy wczoraj piłkarze Ruchu rozpoczynali trening na głównej płycie, to z budynku klubowego wychodził właśnie Przemysław Łudziński. Czy to oznacza, że jego krótka przygoda z „Niebieskimi” dobiegła końca? – Niestety Amica zażądała od chorzowian pieniędzy za moje przyjście do tego klubu. Dlatego też wracam do Wielkopolski, by jeszcze porozmawiać o tym z działaczami z Wronek – poinformował młody zawodnik, który nadal liczy na angaż w Ruchu.
Energicznego napastnika mogliśmy oglądać w akcji podczas meczu towarzyskiego z Walką Zabrze. Mimo, że zagrał on zaledwie połowę meczu, to pokazał się z dobrej strony. Zdołał nawet zaliczyć asystę, a przy minimalnym szczęściu wpisałby się i nawet na listę strzelców. - Bardzo chciałbym zostać w Ruchu. W Amice zaraz po zakończeniu sezonu powiedziano mi, że mam wolną rękę w poszukiwaniu klubu. Działacze zapewniali mnie, że nie będą mi robić żadnych problemów z przejściem do innego zespołu. Kiedy jednak okazało się, że jestem testowany w Chorzowie, to nagle zmienili oni zdanie. Jest to dla mnie niezrozumiałe – nieukrywa zdziwienia utalentowany Łudziński.
Niemniej skomplikowana jest także sytuacja braci Jędrowskich. Marcin i Michał mieli już podpisać umowy w tamtym tygodniu. Potem jednak prezesi Poloni Łaziska (tam grali bracia – przyp. red.) i Ruchu Chorzów musieli przełożyć swoje spotkanie. Ostatecznie przedstawiciele obu klubów zebrali się we wtorek. Wbrew pozorom, szybko jednak doszli do porozumienia. Dlaczego więc Jędrowscy mimo, że trenują z Ruchem, dalej nie mają podpisanych kontraktów? – To jest czeski film, już sam nie wiem, o co tak naprawdę chodzi. Myślę, że w poniedziałek w końcu podpiszę umowę – poinformował boiskowy „Hakan”, czyli Marcin Jędrowski.