Grażvydas Mikulenas (napastnik Ruchu):
- Każdy napastnik cieszy się, kiedy strzela bramkę. Dzisiaj ta radość nie jest pełna, bo nie udało nam się zdobyć choćby jednego punktu. Gol do szatni bardzo pokrzyżował nam plany. Musieliśmy zmienić styl gry. Jak stracisz w 45 minucie bramkę to musisz się odkryć i gonić wynik.
Ludzie, którzy pracują przy murawie, starają się, aby była ona jak najlepsza. Pewnych rzeczy jednak nie przeskoczą, bo jeśli w ciągu dwóch dni rozgrywa się na tym samym boisku dwa mecze, to nie jest możliwe, aby była ona tak dobra jak na innych boiskach. (neo)
Grzegorz Baran (pomocnik i obrońca Ruchu):
- Po stracie gola chcieliśmy jak najszybciej doprowadzić do wyrównania. Stworzyliśmy sobie kilka sytuacji. Po strzale Grażvydasa Mikulenasa piłka przeleciała kilka centymetrów obok słupka. Wszyscy widzieli już piłkę w bramce, ale niestety. Niewykorzystane sytuacje się mszczą. Momentalnie Korona wywalczyła rzut karny i było 2:0. Musieliśmy iść do przodu i postawić wszystko na jedną kartę. Było kilka rzutów wolnych z okolic 18 i 20 metra, ale nic z tego nie wyszło. Musimy popracować nad tymi elementami, bo przy takiej ilości stałych fragmentów coś musi wpaść. (neo)
Ireneusz Adamski (obrońca Ruchu):
- Niestety przegraliśmy dzisiaj, a przede wszystkim popełniliśmy zbyt wiele błędów w obronie. Bramka, którą dostaliśmy do szatni trochę ustawiła mecz. Chcieliśmy odrobić straty, jednak brakowało nam na boisku szczęścia. Druga bramka z rzutu karnego może nie tyle co nas podłamała, ale nie pozwoliła nam na odrobienie całych strat przy tak dobrym zespole jakim jest Korona. Niestety, przegraliśmy 2:1 i jest to bardzo przykre. (szar)
Marcin Robak (napastnik Korony):
- Byłem zaskoczony, że piłka wpadła do sieci, ale bardzo się z tego cieszę. Jest to moja trzecia bramka w tym sezonie. Pamiętam jak rok temu graliśmy w Pucharze Polski z Górnikiem Zabrze. Strzeliłem wtedy dwa gole, a później pojechaliśmy na ligowy mecz do Bełchatowa i też zdobyłem jedną bramkę. Podobnie było dzisiaj.
Wiedzieliśmy, że Ruch będzie walczył o trzy punkty. Było to widać na boisku. W drugiej połowie była nerwówka, bo gospodarze strzelili gola. Ja siedziałem już na ławce i ciężko było mi to wytrzymać.
Zaskoczyła nas troszkę murawa. Nie spodziewaliśmy się, że będzie ona w tak złym stanie. U nas jest lepsza i inaczej nam się grało. (neo)
źródło: własne
fot. Marcin Miler