Do dziś mieszka w Chorzowie. Ale w piątek chce wygrać z Ruchem...
Pochodzi Pan z Chorzowa...
Sławomir Jarczyk: - Jestem rodowitym chorzowianinem. W tym mieście się urodziłem, wychowałem, chodziłem do szkoły. Tam mieszkałem najpierw z rodzicami, a teraz mieszkam z własną rodziną. To moje miasto.
Jak Pan trafił do Ruchu?
- Chodziłem do Szkoły Podstawowej numer 8 i w piątej klasie był nabór do szkoły sportowej. A stąd droga do Ruchu była już prosta. W zespole niebieskich grałem jako trampkarz, potem junior, w lidze międzywojewódzkiej, aż wreszcie podpisałem zawodowy kontrakt.
Pamięta Pan derby z Górnikiem?
- Derby to zawsze wielkie emocje, ogromne zaangażowanie i walka o prestiż. Ostatni mecz, w którym grałem w Zabrzu w barwach Ruchu, skończył się remisem 0:0. To było cztery lata temu.
Teraz jest Pan zawodnikiem Górnika. Taki bezbramkowy rezultat byłby dla Was satysfakcjonujący?
- Taki wynik to mamy już dziś. My chcemy zgarnąć całą pulę i zrobimy wszystko, by tak się stało. Chcemy odbudować morale i zrobić krok do przodu w tabeli ekstraklasy.
Górnik po trzech meczach z ligowymi potentatami po raz pierwszy zagra w roli faworyta...
- Cały nasz problem polegał na tym, że trafiliśmy na mocarzy ekstraklasy. Ale nie spuszczamy głów, odczuwamy sportową złość. Nie jestem przekonany, czy to my jesteśmy faworytem w meczu z Ruchem, przecież to oni mają sześć punktów i całkiem dobre recenzje.
Co zatem przesądzi o sukcesie w piątek?
- Nie ma co mówić o wkładanym w grę sercu, zdecydowaniu w grze, zaangażowaniu. To w derbach oczywiste. Wygra ten, kto będzie sprytniejszy i kto strzeli... jednego gola więcej.
Sąsiedzi i kibice z Chorzowa będą mieli pewnie za złe, jeśli w piątek odbierzecie punkty Ruchowi?
- Ludzie są różni. Jedni pomyślą tak, a inni pogratulują sukcesu. Znam kilku kibiców i nie są to tzw. grzeczni chłopcy. Ale doskonale rozumieją, że w trakcie naszej piłkarskiej przygody często musimy dokonywać różnych wyborów.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice