W trakcie przerwy letniej do zespołu trenera Dariusza Fornalaka trafiło wielu nowych zawodników. Podobnie jak przed rokiem, zasiliła go także grupa juniorów, która dopiero teraz rozpocznie przygodę z wielką piłką. Niemal tradycją stają się tymczasem powołania naszych kilkunastoletnich zawodników do młodzieżowej reprezentacji Polski. Tomasz Foszmańczyk, Rafał Wawrzyń- czok, Łukasz Janoszka czy też Bartłomiej Babiarz, zanim reprezentowali barwy narodowe, wpierw nabierali przecież umiejętności pod okiem trenerów Ruchu z drużyn młodzieżowych. Czy możemy zatem liczyć na to, że Ruch uzyska kiedyś miano kuźni młodych talentów? O szkoleniu młodzieży w naszym klubie rozmawialiśmy ze szkoleniowcem pierwszego zespołu „Niebieskich”.
- Panie trenerze, w zespole Ruchu pojawiło się wielu nowych zawodników. Część z nich jeszcze nie tak dawno brylowała na boiskach juniorskich, a teraz pukają do drzwi pierwszej drużyny. Czy obok nieco starszych i bardziej doświadczonych kolegów mają oni jakąkolwiek szansę na zaistnienie w lidze?
- Każdy ma szansę. Rafał Wawrzyńczok czy Tomasz Foszmańczyk też przecież startowali z tego pułapu, co np. Markiewicz czy bracia Jędrowscy. I też normalnie trenowali z zespołem. Nie mówię, że te nowe nabytki od razu wyjdą na boisko, ale kiedyś przecież przychodzi taki moment, że zawodnik wychodzi na murawę i gra na stałe lub na zmianę. I to czy wykorzysta tą szansę zależy tylko od niego. Rafał i Fosa tą szansę wykorzystali i podążają w dobrym kierunku. Tych przykładów jest oczywiście więcej, bo Łukasz Janoszka też tutaj trafił jako utalentowany junior, który w tej chwili się wyróżnia. On obecnie dostaje tych szans coraz więcej i będzie je dostawał w dalszym ciągu. Ja myślę, że im więcej będzie tych młodych ludzi w kadrze Ruchu obok doświadczonych zawodników, tym lepiej dla tego klubu. Mają się oni przy kim ogrywać i poznawać tajniki tej całej machiny ligowej.
- No, ale niestety niektórzy z nich odstają poziomem od chociażby przywołanego Foszmańczyka, czy Wawrzyńczoka i raczej nie mają szans na angaż w Ruchu.
- No, tak. Chcielibyśmy, żeby trafiali do nas młodzi ludzie, ale o określonych umiejętnościach. Bo chłopak 18-letni powinien już określone umiejętności posiadać. Niestety zawsze się tak mówi, że jeszcze ma czas, że może poczekać, bo jest młody i rozwojowy. I tak się to odbywa 2,3,4,5 lat. Później taki piłkarz jest już za stary i nic z tego nie ma. Dlatego te 18 lat to już jest taki wiek, w którym te umiejętności i wyszkolenie techniczne nie powinny mu być obce.
- Przyzna pan jednak, że czasami jest wręcz odwrotnie.
- Tak. Dużym nieszczęściem tych ludzi, którzy trafiają do nas jest to, że oni oprócz kopania piłki nie robili niczego innego. Przychodzą tutaj zaniedbani zawodnicy pod względem kondycyjnym, szybkościowym czy gimnastycznym. Niektórzy nawet pierwszy raz widzą skakankę. To jest śmieszne, ale są nawet i tacy ludzie, którzy nie potrafią co gorsza wykonać przewrotu w przód! Taki chłopak, no z pełnym szacunkiem, nigdy nie będzie grał w piłkę.
- Jakie złe nawyki można spotkać u chłopców, którzy przychodzą z drużyn juniorskich, a które są wręcz niewyobrażalne w drużynie ligowej?
- Niektórzy bardzo powoli zmieniają swoja mentalność. Czasu na podejmowanie decyzji w juniorach jest bardzo dużo. Tam zawodnik ma czas się rozejrzeć, przyjąć, podać, kiwnąć… Jednym słowem oni się bawią tą piłką. Fajnie, że się bawią, ale w lidze nie ma na to czasu. Przekonali się o tym najlepiej Rafał i Fosa, w momencie takim, że kiedy się obrócili, to już piłki nie mieli i było po zawodach. Na meczu odbywa się to wszystko tak szybko, że im szybciej się oni przestawiają, tym lepiej dla nich. Oni idą akurat w dobrym kierunku. Przykład Tomka Foszmańczyka, który w krótkim czasie uwierzył, że może być podstawowym zawodnikiem drużyny, najlepiej o tym świadczy. Jeśli tak dalej pójdzie, to wróżę mu dobrą przyszłość.
- Ostatnio wiele problemów sprawiało panu dobranie odpowiedniego ustawienia drużyny na boisku. Czy w Ruchu, podobnie jak np. w Wiśle Kraków nie można by stworzyć jednolitego systemu gry, który byłby już praktykowany od najmłodszych roczników?
- To się fajnie mówi i coś takiego planuje. Na pewno tak to się powinno odbywać. Powinniśmy brać przykłady z klubów, które robią to najlepiej w Europie, typu szkoła holenderska (Ajax czy Feyenord), gdzie szkolona jest każda grupa młodzieżowa w taki sam sposób jak pierwsza drużyna. Ja bardzo bym chciał i marzę o tym, żeby tak było, ale na tą chwilę dopiero jesteśmy na początku tej drogi. Nie zapominajmy, że dopiero wychodzimy z sytuacji, w której ten klub się znajdował i w jakiej nadal się znajduje. To nie jest tak, że tu jest wszystko super, ekstra i wszystko jest poukładane. Nie! Tu w dalszym ciągu jest szereg problemów, z którymi różni ludzie zaangażowani w pracę w tym klubie starają się walczyć. To właśnie oni chcą by Ruch się odradzał, żeby to szło we właściwym kierunku.
- I efektem tego mogą być między innymi obecne transfery. No, ale oprócz tego, na razie echem odbija się sprawa grup młodzieżowych.
- Pierwsze efekty już są. Z jednej strony dokonano podziału na UKS, do którego należą grupy młodzieżowe, a z drugiej strony spółka akcyjna przejęła te najstarsze zespoły. Mamy taki zamiar, żeby druga drużyna, której trenerem jest Marcin Molek, spełniała określoną rolę. A mianowicie chcemy, aby chłopcy z ostatniej grupy juniorów przez rok obowiązkowo wspierali nasze rezerwy. Po tym okresie dokonamy selekcji i ci chłopcy, którzy będą się nadawać, zostaną dokooptowani do szerokiej kadry Ruchu, a reszcie damy wolną rękę w poszukiwaniu klubów. Nie chcemy popełnić błędu z poprzedniego sezonu, kiedy to na trening drugiego zespołu przychodziło 3-4 ludzi. Wówczas, kiedy pokrywały się spotkania w II lidze i w klasie okręgowej, to w drużynie rezerw nie miał kto grać i w ten sposób trzeba było oddawać mecze walkowerami. Jak widać mamy wiele problemów i tyle samo pracy, ale jak na razie koncentrujemy się bardziej na planach związanych z pierwsza drużyną.
- Powiedział pan, że plany wobec drużyny rezerw już jako tako są. Jakich decyzji można oczekiwać względem młodszych roczników?
- Życzylibyśmy sobie, żeby wszystkie drużyny, tak jak powiedziałeś, grały określonym systemem. Ważne jest to, aby trenerzy grup młodzieżowych otrzymywali godziwe pieniądze, ale z drugiej strony żeby też poświęcali mnóstwo czasu tym dzieciom. Niestety na obecną chwilę z przyczyn ekonomicznych jest to niemożliwe. Ci trenerzy pracują dodatkowo gdzieś indziej i dlatego czas przeznaczony dla młodych piłkarzy jest tak niewielki. Problem jest szeroki. Można zamknąć oczy i powiedzieć od dzisiaj gramy ustawieniem 4-4-2, ale to nie jest takie łatwe! Do tego potrzeba ludzi, którzy nauczą te dzieci w ten sposób myśleć. Bo z przykrością muszę stwierdzić, że ta młodzież jest przyzwyczajona do tego, aby każdy mecz wygrywać. Dla trenerów, którzy uczą dzieci 7,8,9-letnie interesują tylko zwycięstwa; pokonanie Górnika Zabrze czy GKS-u Katowice. Oczywiście, to jest ważne, bo każdy chce wygrywać, ale w tym wieku akurat to nie jest najważniejsze. Ważniejsze jest to, żeby z tej grupy w późniejszym czasie trafiło 2,3,4 ludzi dobrze wyszkolonych, którzy nie będą mieć problemów z opanowaniem piłki. Podam dla przykładu osobę Piotrka Ćwielonga, który przyszedł ze Stadionu Śląskiego. Od razu było widać, że ten chłopak nie ma problemów i piłka mu nie przeszkadza w grze. Ale ktoś kiedyś nad nim pracował przez określone lata. Wiadomo, że jest to chłopak utalentowany, ale dużo pracy ktoś musiał w niego włożyć, żeby na poziomie 17-18 lat, przychodząc do drużyny seniorów, mógł podjąć równorzędną rywalizację z bardziej doświadczonymi piłkarzami. On musiał u nas tylko pracować nad tym, by być fizycznie przygotowanym do występów ligowych. Sprawy techniczne ma już opanowane w stopniu dobrym. Wiadomo, że każdy się uczy, bo nawet Piotrek ma pewne braki, ale on te podstawowe umiejętności posiada. Trzeba być tak przygotowanym, żeby nie odstawać, a na treningu swoimi zagraniami czy niedokładnością nie powodować by te zajęcia traciły na jakości. Ważne jest by nie dochodziło do sytuacji, że dwóch-trzech kolegów nie trenuje, bo zawodnik, który co przyszedł z juniorów na 10 podań zagra 8 razy niecelnie.
- Czyli z tego wynika, że chłopcy, którzy mają teoretycznie w przyszłości decydować o sile zespołu, stają się na początku jego ciężarem.
- No można to tak powiedzieć. Problem jest w tym, że ci chłopcy, którzy tu przychodzą są bardzo zaniedbani. Oni przychodzą i mówią: trenerze, ja grałem w piłkę. No dobrze, ale doprowadźmy do tego, żeby nie tylko grali w piłkę. Przecież w wieku juniora powinno się robić wiele innych rzeczy, które powinny działać na korzyść tego chłopaka, bo w wieku 19 lat już pewnych rzeczy trudno zmienić.
- Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w przyszłym sezonie.
- Dziękuję.