Remigiusz Jezierski wyszedł już ze szpitala, z barkiem w gipsie. Za dwa miesiące ma wrócić na ligowe boiska.
Razem z Martinem Fabuszem tworzył ciekawie zapowiadający się duet napastników. Na swoim rozkładzie mieli już Dyskobolię Grodzisk Wielkopolski. - „Jezier” jest w dużym gazie - z uznaniem twierdzili klubowi koledzy Remigiusza Jezierskiego. Czar prysł w Krakowie. Po wydawało się niegroźnym starciu w środku pola, piłkarz nieszczęśliwie upadł na łokieć. - Nawet nie odczuwałem bólu. Byłem w małym szoku. Nie powiadomiłem o niczym arbitra, tylko jak gdyby nigdy nic, spacerkiem udałem się w stronę ławki. Miałem czarne myśli - wspomina 31-letni napastnik. Na razie jego dorobek w tym sezonie zatrzymał się na golu, asyście i blisko dwóch godzinach spędzonych na boisku. Przez dwa najbliższe miesiące będzie dochodził do pełni zdrowia. Początkowa diagnoza zakładała, że kontuzja przyczepu łączącego bark z obojczykiem wiąże się z operacją, ale w końcu do tego nie doszło.
- Uciekłem przed skalpelem - śmieje się Jezierski. Z uwagi na brak dolegliwości bólowych postanowił on włożyć bark jedynie do gipsu. - Gdy byłem małolatem doznałem kontuzji prawego barku, wtedy naprawdę cierpiałem. Mam zatem skalę porównawczą. Obecnie bólu nie odczuwam, czuję się w miarę dobrze, więc uznałem, że inwazja operacyjna jest zbędną - tłumaczy zawodnik „niebieskich”. Swoją drogą Jezierski obawiał się nieco tego, co wiąże się z tak poważnym zabiegiem. - Nigdy nie miałem pełnej narkozy i niech tak zostanie - dodaje.
Po dwóch tygodniach gips zostanie zastąpiony opaską usztywniającą i rozpocznie się proces rehabilitacyjny. - Nie łudzę się, że bez operacji szybciej wrócę na boisko. Trochę na temat problemów z barkiem dowiedziałem się od Davida Topolskiego z Zagłębia Sosnowiec, którego poznałem w Górniku Łęczna. Czeka mnie sześć tygodni bez piłki. Być może ten czas spędzę w rodzinnych stronach - oznajmia gracz pochodzący ze Świdnicy.
Co ciekawe, pecha miał także niemal dokładnie przed rokiem, gdy udał się na testy do szkockiego Dunfermline. Wówczas doznał urazu podobnego, do tego z którym boryka się Pavol Balaż.
23-letni Słowak szybko dochodzi do zdrowia. Z dnia na dzień jego pachwina jest w coraz lepszej kondycji, więc pojawiła się szansa, że zagra on w piątkowym spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec.
źródło: Sport