Ruch to typowa śląska drużyna. Kości trzeszczą – celnie zauważył po sobotnim meczu z Ruchem, Dariusz Pawlusiński. Pomocnik Cracovii postawą graczy z Chorzowa zaskoczony nie był, bowiem oba zespoły "sparowały" ze sobą miesiąc temu i już wówczas "iskrzyło".
- Na boiskach ekstraklasy tak ostra gra będzie miała swoje konsekwencje. Jeśli zawodnicy Ruchu nie spuszczą nieco z tonu, to wątpię, aby kończyli mecze w jedenastu - prognozował wówczas Stefan Majewski. Jednocześnie szkoleniowiec krakowskiego zespołu posługiwał się grą „niebieskich”, jako przykładem. - Zauważcie, że oni każdą naszą kontrę przerywają faulami w środku pola. I o tym mówię od dłuższego czasu! - tłumaczył swoim zawodnikom.
Cracovia pokonała chorzowian, bo wiedziała czego się spodziewać. Dyskobolia na wymianę ciosów nie była przygotowana nie była. - Moi zawodnicy pokazali charakter. Nie ukrywam, że wymagam od nich zaangażowania i walki o każdy metr, ale wszystko musi się odbywać w granicach fair play - podkreślał Duszan Radolsky. Filozofię słowackiego trenera szybko chłoną zawodnicy od dłuższego czasu związani z Ruchem, a w dodatku Radolsky przywiózł ze sobą dwóch rodaków, którzy idealnie pasują do tej koncepcji. Pavol Balaż zdążył już przyzwyczaić, że biega jak szalony wzdłuż linii bocznej i wkłada głowę tam, gdzie inni boją się zagrać nogą. - Killer! - rzucił jeden z obserwatorów meczu z Cracovią. - Od zawsze grałem ostro, ale nie brutalnie. Tak mnie nauczono - uśmiecha się lewy pomocnik. Balaż w sobotę jeden z bezpardonowych, a zarazem czystych, wślizgów wykonał tuż przed ławką rezerwowych Cracovii. - Gramy tak samo! Żeby mi ktoś nie odpuszczał – poderwał się natychmiast Stefan Majewski i krzykiem zachęcał swoich zawodników do walki. Efekt? Ruch przed przerwą stracił dwa tryby, napędzające grę ofensywną. Remigiusz Jezierski niefortunnie upadł na murawę po zderzeniu z Arkadiuszem Baranem, zaś Pavol Balaż źle nastąpił na ziemię. Pierwszy wypadł na dwa miesiące, drugi czeka na wyniki badań USG.
więcej w dzienniku "Sport"
źródło: Sport