Porażka z Cracovią boli, zwłaszcza, że z gry obu drużynom należał się remis. Tym razem "Topkanonier z Nemszowej", czyli
Martin Fabusz bramki nie strzelił, ale efektywnie absorbował obrońców z Krakowa. Zaliczyłby także asystę przy golu Mikulenas, gdyby ten nie był na spalonym.
Martin, drugi mecz w polskiej lidze. Drugi wyjazdowy. Jak Ci się grało w Krakowie?
Martin Fabusz: - Pechowa porażka naszego zespołu. Uważam, że zasłużyliśmy na remis. Przyjechaliśmy tutaj po punkty. Nie mówię, że o zwycięstwo, ale właśnie remis! No i zagraliśmy na ten remis, podobnie jak przeciwnicy, tyle, że oni mieli rzut wolny z 17 metrów, świetnego egzekutora i masę szczęścia...
Jak po meczu, w szatni trener ocenił Waszą grę?
- Powiedział, że dzielnie walczyliśmy i szkoda żeśmy ten mecz przegrali. Czasem brakowało tego ostatniego podania. Mieliśmy mało sytuacji bramkowych, zresztą tak jak przeciwnicy, tyle, że jak już wspominałem im dopisało szczęście.
Czy z Twojej perspektywy był faul na Tomaszu Moskale?
- Ciężko powiedzieć. Decyzja i tak należy zawsze do arbitra. Ja stałem zbyt daleko i nie jestem do końca pewny tej sytuacji. Wydaje mi się, że nie było tam faulu Grześka Barana, ale ciężko mi jest osądzać.
Z kim lepiej Ci się gra w linii napadu? Z Cracovią wystąpiłeś praktycznie z każdym.
- Każdy z nich to dobry napastnik. Szkoda tylko, żeśmy nie zrobili tego, czego od nas się wymaga - nie strzeliliśmy bramek.
źródło: własne