Lider z Chorzowa zagra w sobotę wyjazdowy mecz z Cracovią przy pustych trybunach (kara PZPN-u dotyczy fanów obu drużyn). - Mecze bez kibiców to jakiś polski wynalazek. Nie przypominam sobie, by na Słowacji odbywały się podobne spotkania - kręci głową Duszan Radolsky.
Słowacki trener Ruchu ma do dyspozycji wszystkich zawodników. - Dla mnie to wymarzona sytuacja, dla zawodników odwrotnie. Sześciu piłkarzy usiądzie na trybunach, siedmiu na ławce. Wiem, że najgorzej znoszą to gracze doświadczeni - mówi trener.
Grażvydas Mikulenas pytany, czy liczy na grę i bramkę w Krakowie, tylko się uśmiecha. - A będę w meczowej kadrze? - rozkłada ręce. - Będzie, będzie. Rotacja musi być - tłumaczy trener.
W pierwszym składzie mecz rozpocznie jednak duet napastników Remigiusz Jezierski i Martin Fabusz - obaj strzelili gole w premierowym meczu w Grodzisku. - To dla mnie dobry czas. Czuję, że jestem w formie, trener na mnie stawia - mówi Jezierski.
Po wczorajszym treningu zespół analizował na wideo grę rywala. - Doświadczenie podpowiada mi, że drugi mecz będzie znacznie trudniejszy. Cracovia na pewno nie zlekceważy lidera. Znamy ten zespół dosyć dobrze, kilka tygodni temu zagraliśmy dwa sparingi. Ja akurat zagrałem w tym wygranym - uśmiecha się Jezierski. - Powtarzam piłkarzom, że mecz z Groclinem to już przeszłość. Na razie wciąż gonimy króliczka... - dodaje trener.
Kibice żyją nie tylko najbliższym meczem, ale i podwyżką cen biletów (pisaliśmy o niej ponad miesiąc temu). Przed przyszłotygodniowym spotkaniem z Zagłębiem ustalono, że najtańszy bilet (cena ma się zmieniać od rangi rywala) ma kosztować 25 złotych. Kibice protestują, w przyszłym tygodniu mają się spotkać z Mariuszem Klimkiem, właścicielem klubu.
Jeżeli zarząd nie zmieni decyzji, Klub Kibica ma zerwać wszelkie kontakty z działaczami i bojkotować mecze na Cichej.
Tymczasem wczoraj ze stadionu wywieziono stare, wysłużone ławki rezerwowych - w ich miejsce staną nowe, lekkie konstrukcje. Konserwatorowi murawy sen z powiek spędza wspomnienie o fachowcu, który opryskiwał trawę środkiem chemicznym, a przez awarię urządzenia wypalił na boisku ścieżki niczym po lądowaniu UFO! Pracownicy klubu nawożą i zasiewają teraz na nowo zniszczone miejsca.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice