Po siedmiu latach "Niebiescy" zasiedli w fotelu lidera ekstraklasy. Po raz ostatni tak dobrze wystartowali w I lidze aż piętnaście lat temu! - Naszą siłę pokażą dopiero najbliższe mecze - tonują nastroje sami zawodnicy.
Dwie nagrody za pokonanie Dyskoboli czekały na piłkarzy lidera Orange Ekstraklasy - Ruchu Chorzów. Prócz premii meczowych dostali oni dodatkowy dzień wolnego. Poniedziałek mogli więc spędzić ze swoimi rodzinami. Słowacy Martin Fabusz i Pavol Balaż przedłużyli wizyty w swoich rodzinnych stronach, a Duszan Radolsky spotkał się ze swoimi wnuczkami. - Mam już dwie! - mówi z dumą. - Starsza ma dziewięć lat, a dopiero co była taka malutka. Ehh... Zresztą moja córka była jeszcze niedawno w takim wieku - uśmiechał się szkoleniowiec przed wtorkowym treningiem, pokazując jednocześnie na 20-miesięczną Dominikę, córkę jednego z kibiców, który odwiedził siedzibę chorzowskiego klubu.
Gruba księga, nie broszura
Humorem tryskał nie tylko sympatyczny trener, ale każdy z zawodników. Jeszcze niedawno nikt nie przypuszczał, że scenariusz na ostatnie dni będzie tak szczęśliwy. Ruch okazał się największą niespodzianką pierwszej kolejki i otwiera tabelę I-ligowych rozgrywek. - Mam swoje archiwum z notatkami prasowymi. Oczywiście wyciąłem i umieściłem w nim obecną tabelę - zdradza Wojciech Grzyb. - Umówmy się jednak, że na razie nie dokonaliśmy jeszcze niczego naprawdę wielkiego. Odnieśliśmy wysokie zwycięstwo, ale w tym, że siedzimy teraz w fotelu lidera pomogło nam... Zagłębie Sosnowiec. My kiedyś sprawiliśmy, że w II lidze nie przeskoczyła tego zespołu Lechia Gdańsk, no i widać doczekaliśmy się rewanżu - dodaje Grzyb, mając na myśli, iż sosnowiczanie nie dali się pokonać Lechowi Poznań różnicą czterech bramek. A na to w pewnym momencie się zanosiło...
Duszan Radolsky dba, żeby zawodnicy nie unieśli się zbyt wysoko i zahaczyli głowami o chmury. - Nie warto temu trenerowi podskakiwać - uważa Adrian Sikora, napastnik Groclinu, a zawodnicy Ruchu przytakują, powtarzając słowo "dyscyplina". Kibice i dziennikarze z Grodziska, pokusili się nawet o porównanie, że Ruch gra identycznie, jak kiedyś Dyskobolia pod wodzą Słowaka. Czy chorzowskim piłkarzom istotnie udało się pochłonąć już całą filozofię Radolskiego? - Pewne zagadnienia rzeczywiście przyswoiliśmy, ale jasna sprawa, że jeszcze musimy się od trenera wiele nauczyć. Jego wiedza nie jest cienką broszurą, lecz grubą księga. Potrzeba nam czasu - tłumaczy Wojciech Grzyb.
Bez obrażania
Zdaniem kapitana chorzowian, Duszan Radolsky preferuje rotację w pierwszej jedenastce, co powinno mobilizować zawodników rezerwowych. Kilku doświadczonych musiało się ostatnio zadowolić rolą rezerwowych, Przemysław Łudziński usiadł na trybunach, a Grażvydas Mikulenas i Sebastian Nowak nie zmieścili się w kadrze, która udała się do Grodziska. - Ale nikt się na nic, ani na nikogo nie obraża - zapewnia Grzegorz Bonk. - Nie ma pierwszego, ani drugiego składu. Po awansie nic się nie zmieniło, nadal trzymamy się razem i wspieramy. To, że chłopcy zagrali świetny mecz, tylko cieszy. Patrząc w tabelę, aż serce rośnie. Liczę jednak na to, że dostanę szansę. Zależy mi szczególnie na meczu z Górnikiem - dodaje Bonk, wychowanek zabrzańskiego klubu.
Nie lada wyzwanie mają szczególnie odstawieni na boczny tor napastnicy, bo tak Fabusz, jak i Remigiusz Jezierski zagrali w piątek wyśmienicie. - Faktycznie wysoko zawiesili poprzeczkę. Nam pozostaje uzbroić się w cierpliwość - odpowiada Łukasz Janoszka. Z młodym graczem duże nadzieje wiąże Duszan Radolsky. - Jeszcze się w pełni nie zaaklimatyzował po powrocie z Kanady. Nie czuje piłki, tak jak powinien - tłumaczy "młokosa" słowacki szkoleniowiec.
Nadal nosi sprzęt
Młodsi od Janoszki w kadrze pierwszego zespołu są jedynie Michał Brzozowski i Maciej Sadlok. Ostatni z wymienionych wytrzymał ciśnienie i nie zawiódł z Dyskobolią, ale mimo tego nadal ma pewne obowiązki. - Sprzęt i wodę mineralną wciąż trzeba nosić, ale to jasne, bo każdy piłkarz musi przez ten okres przejść - śmieje się 18-letni obrońca, który wytrzymał psychicznie trudy debiutu w ekstraklasie. Duszan Radolsky przestrzega jednak przed "wodą sodową". - Myślę, że akurat Maćkowi ten problem nie grozi. Na razie nie ma podstaw, aby sądzić, że może być inaczej. Każdy zawodnik marzy o tym, aby zadebiutować w I lidze w tak młodym wieku. Nie można go tylko zagłaskać - zaznacza Grzyb.
Mimo nastoletnich akcentów, kadra Ruchu jest jedną z najstarszych, jeśli nie najstarszą w I-ligowej stawce. Być może średnia zmieni się, jeśli kontrakty podpiszą 22-letni Jovan Ninković oraz 21-letni Eugen Kopyl. Serb i Ukrainiec wzięli wczoraj udział w treningach. Umowa pierwszego jest już sporządzana, zaś drugi dziś prawdopodobnie dowie się, czy klub jest nim zainteresowany. Co ciekawe, na wczorajszy trening przyszedł odziany w niebieski dres... Dynama Kijów.
źródło: Sport
fot. Marcin Miler