Działacze Polonii Bytom dostali z PZPN faks z informacją, że klub został ukarany odjęciem trzech punktów. W piśmie jest także adnotacja, że centrala odwiesiła nałożony na Polonię w marcu zakaz dokonywania transferów.
W Bytomiu czytając pismo nie wiedzieli, śmiać się, czy płakać. - Dla nas najistotniejsze jest, że możemy znów dokonywać transferów - wyjaśnia prezes Damian Bartyla, który o ujemnych punktach rozmawiać już nie chce. - Nie mogę, bo musiałbym to wyśmiać, a nie chcę się narazić PZPN.
Sprawa dlatego jest tak śmieszna, bo trzy punkty zostały odjęte od dorobku zgromadzonego w sezonie 2006/07. Wtedy Polonia grała w II lidze i wywalczyła awans. Jednak, nawet po odjęciu punktów, tabela się nie zmieni. Polonia pozostałaby na trzecim, premiowanym awansem miejscu. - PZPN chciał pokazać, że jego istnienie ma sens - to znów głos z klubu.
Tylko czy sens ma wydawania tak śmiesznych decyzji. Kara odjęcia punktów dotyczy finansowych zaległości wobec zawodników. Te długi już zostały spłacone. Teraz Polonia nikomu nie zalega. Jednak na Miodowej napisali, że kara musi być, bo długi nie zostały spłacone w terminie. Skoro jednak płacenie w terminie jest tak ważne, to czy kara nie powinna dotyczyć bieżących rozgrywek? - Ta kara ma wymiar wyłącznie symboliczny - tłumaczy rzecznik prasowy PZPN Zbigniew Koźmiński.
PZPN odbierając punkty Polonii w ogóle nie karze klubu. - Znów domagacie się jakichś sankcji, a w futbolu trzeba być elastycznym. Polonia ma wiele problemów i nie chcieliśmy jej dobijać odejmując punkty w tym sezonie. Zresztą, co byśmy nie zrobili, prasa zawsze powie, że jest źle. Moim zdaniem, minus trzy punkty za poprzedni sezon to wystarczająca przestroga dla Polonii i tych klubów, które nie płacą w terminie zobowiązań. W którymś przypadku kara ta może w końcu zaboleć - podsumowuje Koźmiński.
źródło: Przegląd Sportowy