Na nasz pierwszy od czterech lat mecz w ekstraklasie wybieramy się autami. Każdy jedzie na własną rękę, bo po wydarzeniach z Gdańska PZPN nałożył na nas zakaz wyjazdowy na cztery mecze. Po przybyciu do Grodziska Wielkopolskiego i odnalezieniu stadionu okazuje się, że w kasach sprawdzają dowody, żeby zameldowani na Śląsku nie mogli kupić wejściówek. Wobec tego część dogaduje się z ochroniarzami, a część korzysta z pomocy miejscowych.
Ci, którzy kupują bilety, mają małą niespodziankę. Na wejściówce zamiast herbu Ruchu jest... Wisły Płock! Później jeden typ od nas wyraża swoje zirytowanie i krzyczy, co o tym myśli do działaczy Dyskobolii.
W okolicach stadionu można spotkać dużo aut na śląskich blachach. Na stadionie jest nas około
100. Jesteśmy porozrzucani po całym obiekcie, ale kilka razy pojedyncze grupki prowadzą doping. Sporo ludzi ma ze sobą barwy.
Dyskobolia nie robi młynu. Śpiewa rzadziej od nas, wrzuca trochę na Ruch i Widzew (he he ;). W drugiej połowie do jednej grupki napina się kilku miejscowych, ale do niczego nie dochodzi. Niebiescy wygrywają na inaugurację 4:1 i po meczu dziękują nam za przybycie. Droga powrotna wszystkim mija w bardzo dobrych humorach.
źródło: własne