Miała być formalność, a były nerwówka, która skróciła życie każdemu sympatykowi Ruchu. Kto odpowiada za napisanie horroru z happy endem? - Nie czas szukać winnych. Do sprawy wrócimy, gdy będziemy pewni, że zagramy w I lidze - tłumaczyła kilka dni temu Katarzyna Sobstyl. Znów potwierdziło się porzekadło, że kobieta łagodzi obyczaje, bo podczas poniedziałkowych obrad na Miodowej chorzowian reprezentowała właśnie cytowana pani prezes. Dotąd nie była ona odpowiedzialna za kontakty z piłkarską centralną. Ten zakres obowiązków należał do Krzysztofa Ziętka. Dyrektor Ruchu ma dużo kontaktów w stolicy, aczkolwiek w minioną środę wywarł ponoć niekorzystne wrażenie na Komisji Odwoławczej. - Był butny i arogancki - relacjonowali obecni na sali obrad.
Ziętek z dala od Chorzowa
Efekt? Zbigniew Sadowski znalazł uchybienia i zrażony postawą przedstawiciela Ruchu nie zamierzał wdawać się w rozmowy. Od razu nie wydał Ruchowi licencji, jako pierwszemu klubowi I-ligowemu w historii. - Sprawę uważam za zamkniętą i nie zamierzam do niej wracać - twardo zaznaczał przewodniczący Komisji Odwoławcze ds. licencji.
Na Cichej niedowierzanie mieszało się ze wściekłością. Od razu zakasano jednak rękawy, a prym w szukaniu uchybień wiedli Katarzyna Sobstyl i Dariusz Smagorowicz. Czuwał nad wszystkim Mariusz Klimek, główny akcjonariusz spółki. Krzysztof Ziętek od środowego wieczoru przebywał z dala od Chorzowa. Człowiek oddelegowany do sporządzenia dokumentacji licencyjnych nie wziął udziału w poniedziałkowych obradach. Nie wiadomo nawet gdzie przebywał, gdy na Miodowej interesów klubu bronili Katarzyna Sobstyl i Dariusz Smagorowicz.
Człowiek od zadań specjalnych
52-letni Krzysztof Ziętek pracuje w Ruchu od 2,5 roku. Wcześniej był dyrektorem Fabryki Samochodów Osobowych na Żeraniu, a także Legii Warszawa, gdy grała ona w Lidze Mistrzów. Życie związał ze stolicą, choć jest lubuszaninem. - Będę sobie musiał przypomnieć, jak smakuje kawalerskie życie - mówił, gdy przyjechał do Chorzowa.
Pracę rozpoczął od nawiązywania ugód z licznymi wierzycielami klubu. 11 sierpnia 2005 roku PZPN ukarał chorzowian odjęciem 6 punktów oraz 14-miesięcznym zakazem dokonywania transferów, za nie realizowanie zobowiązań. Ziętek sprawę odkręcił. Po 9 miesiącach znów znalazł się w opałach. Piłkarska centrala w pierwszym terminie nie wydała licencji na grę w II lidze. - Jestem zaskoczony. Trudno mi to zrozumieć - wzdychał, ale w drugim terminie przekonał Komisję Odwoławczą do swoich racji.
Podobnie miało być i teraz. - Nie ma zagrożenia naszej licencji. Nie chodzi o spłatę naszych długów, tu wszystko jest w porządku - przekonywał przed minioną środą i choć miał rację, to w dokumentacji znalazły się tak rażące błędy, że zagroziły one istnieniu zasłużonego klubu. Czy Ziętek odpowie za to swoim stanowiskiem, czy też Mariusz Klimek wykaże się wyrozumiałością? - Nie należy zapominać, że dyrektor wykonał wcześniej kawał dobrej roboty - zauważają ludzie z Cichej.
źródło: Sport