Trzeba się wykazać niemałą odwagą, by z dnia na dzień rzucić pracę w telewizji i przyjąć ofertę klubu, którego losy nie są jeszcze znane. - Trudnej, wielogodzinnej pracy się nie boję – podkreślała jednak. Gdy Ruch walczył o licencję, ona przewracała góry. Po kilku nieprzespanych nocach wreszcie udało się osiągnąć zamierzony cel. W poniedziałek krótko przed godz. 16:30,
Danuta Drabik, nowa rzecznik „Niebieskich” z wielką radością w głosie zakomunikowała zebranym na trybunie kibicom: - Jest licencja!
Jak wspominasz ostatnie dni?
- Adrenalina i jeszcze raz adrenalina, a do tego mało snu. Generalnie mogę to podsumować tak: przez ostatnie dni mieszkałam na Cichej 6! Do domu jechałam tylko na kilka minut.
Co było w tym wszystkim najgorsze? Czy sama myśl o tym, że może się nie udać?
- Nie dopuszczałam do siebie myśli, że my tej licencji nie dostaniemy. Kiedy czekaliśmy wczoraj na decyzję, to na 99,99% byłam pewna, że zagramy w Orange Ekstraklasie.
Poza otrzymaniem licencji obawiałaś się jeszcze czegoś?
- Obawiałam się trochę reakcji kibiców. Przyszła przecież do klubu nowa osoba z drugiej strony barykady. Mogły się pojawić pytania: kto to jest, bo pewnie nie wszyscy wiedzieli, i czy sobie poradzi.
Ostatnio wszędzie Cię można było zobaczyć. Czy mimo wszystko nie było to dla Ciebie męczące?
- Wiem. Otwierało się lodówkę, a tam Danuta Drabik (śmiech). Dla mnie to nie był żaden dyskomfort, ja się bardzo cieszyłam. Natomiast było mi wewnętrznie źle, że w poniedziałek nie mogłam wcześniej przekazać decyzji o tym, że mamy licencję, tylko czekaliśmy w nieskończoność.
Skąd w Tobie tyle siły?
- Praca w telewizji hartuje. Dziękuję za to moim kolegom i wszystkim osobom, dzięki którym sporo się w telewizji nauczyłam. Do tego mogę powiedzieć, że jestem twarda kobita ze Śląska!
Twój początek pracy z Ruchem był nie do pozazdroszczenia.
- Pojawiłam się w trudnym momencie, podjęłam wyzwanie. Wiedziałam, że jest ogromne zaufanie ze strony zarówno pani prezes Katarzyny Sobstyl, jak i pana Mariusza Klimka. Zostawiłam telewizję, odeszłam po 8 latach pracy w ośrodku w Katowicach i zaczęłam nowy rozdział życia.
Czym można tłumaczyć to, że dokonałaś w swoim życiu takiego przewrotu i podjęłaś nowe wyzwanie?

Jest to tylko teoretycznie nowe wyzwanie, bo tak naprawdę wykorzystuję wiedzę, którą nabyłam. Zdaję sobie sprawę, że nie będę występować przed kamerą w studiu telewizyjnym czy montować jakiś felietonów, czego mi pewnie będzie brakować, ale cały czas mam przecież kontakt z mediami, tylko że z innej perspektywy. Mam nadzieję, że to, czego się nauczyłam, zostanie dobrze wykorzystane.
Kibice już Cię poznali, ale czy była okazja by zapoznać się z piłkarzami?
- Z chłopakami miałam już kontakt wcześniej, ale też z innej perspektywy. Z jednymi znałam się lepiej, z jednymi słabiej. Byłam oczywiście w szatni zawodników, zostałam im przedstawiona. Nie z wszystkimi piłkarzami miałam czas by usiąść, porozmawiać od serca i szczegółowo dowiedzieć się o nich czegoś więcej. To wszystko przed nami. Z góry przepraszam ich za to, że nie udało mi się tego wcześniej uczynić. To nie tak, że omijałam szatnię z daleka.
Twoja praca w Ruchu nie ogranicza się tylko do roli rzecznika.
- Tak, jestem również dyrektorem marketingowo-handlowym. Teraz będę się koncentrować też na tej drugiej funkcji, bo nie było wcześniej na to czasu. Ja dobrze wiem, że przede mną jest wiele pracy i trudu, ale ja się czuję jako specjalistka od zadań specjalnych. Trudnej, wielogodzinnej pracy się nie boję.
Dlaczego wybrałaś akurat Ruch? Czujesz do tego klubu specjalną sympatię?
- Tylko z Ruchu otrzymałam propozycję pracy. Po ośmiu latach spędzonych z mikrofonem na boiskach różnych klubów i różnych szczebli rozgrywek lubię wiele drużyn. Nie tylko na Cichej są fantastyczni zawodnicy, trenerzy, działacze i kibice. To pokazały też ostatnie dni, kiedy mogliśmy liczyć na wsparcie niemal całego środowiska piłkarskiego w Polsce.
Ale w tym wszystkim jest druga strona medalu: noszę pierścionek zaręczynowy w niebieskich barwach. To będzie taka kropka nad "i" w tej odpowiedzi.
Marzenia związane z Ruchem?
- Marzę, żeby dołożyć swoją cegiełkę do tego, aby niebieska "eRka" była jeszcze większa!
źródło: własne