- Radziłbym działaczom Ruchu, aby się uderzyli w piersi, dostrzegli własne błędy i docenili, że otrzymali wsparcie od ludzi, którzy nie mieli w tym żadnego interesu - mówi
Antoni Piechniczek.
Przyzna Pan, że takiego zamieszania dawno w ligowej piłce nie było. Za kilka dni startuje nowy sezon, a tymczasem afera goni aferę.
Antoni Piechniczek: - Ja bym nie dramatyzował. Może po prostu musiało dojść do takiego przesilenia. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Synonimem normalności jest robienie porządków. Niech pan sobie przypomni, jak to bywało w szkole. Jak ktoś nabroił, wzywało się go do tablicy. W klasie robił się rozgardiasz, ale jednak porządek dość szybko był przywracany. To znacznie lepsze niż zamiatanie problemów pod dywan.
Sprawa licencji dla Ruchu Chorzów jest mimo wszystko krzepiąca, bo akurat w tym przypadku śląska solidarność została nagrodzona.
- Całe szczęście, że sprawa została tak mocno nagłośniona w mediach. Gdyby było inaczej, klub pewnie musiałby się pogodzić z niekorzystną dla siebie decyzją. Nie pomogłyby ani tradycje, ani zasługi. Radziłbym działaczom Ruchu, aby się uderzyli w piersi, dostrzegli własne błędy i docenili, że otrzymali wsparcie od ludzi, którzy nie mieli w tym żadnego interesu. W ich obronie jednym głosem wołali marszałek województwa, wojewoda śląski, prezydent Chorzowa, posłowie, takie autorytety, jak Wojciech Kilar czy Kazimierz Kutz. To właśnie zmusiło działaczy z PZPN-u do zmiany decyzji.
Mam takie podejrzenie, że Ruch to jeden z nielicznych klubów z naszego regionu, który mógł liczyć na tak powszechne poparcie.
- Ależ co pan! W słusznej sprawie każdy śląski zespół mógłby na nie liczyć. Sprawa Ruchu daje jednak tę szczególną satysfakcję i poczucie sprawiedliwości, że ta drużyna zdobyła awans na boisku. Wygrała drugą ligę, była najlepsza i najnormalniej zasłużyła na awans.
PZPN jest także po to, aby pomagać klubom, które są jego członkami. Tymczasem rzecznik prasowy związku Zbigniew Koźmiński przy okazji sprawy licencji Ruchu zdobywał się na butne i cyniczne wypowiedzi.
- Cóż, trzeba mieć wyczucie. A on zademonstrował wyjątkowo marne poczucie humoru. Mam zamiar poświęcić mu swój najbliższy prasowy felieton.
Jak Pan skomentuje stanowisko PKN Orlen SA, który rozważa wstąpienie na drogę sądową przeciwko Panu i Janowi Tomaszewskiemu? Mieliście rzekomo wypowiadać się, że Wisła Płock i Orlen ingerowały w proces przyznawania licencji.
- Nie boję się. Poproszę o następne pytanie.
Pojawiły się propozycje, aby rozgrywki ekstraklasy rozpocząć dwa miesiące później, a w tym czasie wyplenić całe zło w naszym futbolu.
- Dziwię się tym wszystkim uzdrowicielom polskiej piłki. Mamy takie czasy, że można mówić, co się żywnie podoba. Ktoś wstaje o piątej rano, bo nie może już spać. Coś mu wtedy wpadnie do głowy i natychmiast to upublicznia. Jaką mamy gwarancję, że w ciągu tych dwóch miesięcy wszystko uda się wyprostować? Lepiej uzbroić się w cierpliwość. Przede wszystkim jednak pilnujmy tych, co te porządki robią. Żeby byli konsekwentni i jednakowo sprawiedliwi wobec wszystkich.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice