Wiadomość sprzed kilku dni, kiedy to poinformowano wszem i wobec, że Ruch Chorzów nie zagra w pierwszej lidze wstrząsnęła całym piłkarskim światkiem (i nie tylko). Niemniej jednak po ponownym rozpatrzeniu przywrócono "Niebieskich" do łask. Odetchnęli kibice, działacze i piłkarze najbardziej utytułowanego polskiego klubu piłkarskiego. Wrażeniami z ostatnich dni podzielił się z Nami doświadczony pomocnik Ruchu –
Ariel Jakubowski.
- Jak zareagowaliście na negatywną decyzję Komisji Odwoławczej ds. Licencji Klubowych?
Spadło to na nas, jak grom z jasnego nieba. Wcześniej nie czuliśmy strachu, nie obawialiśmy się, że wystąpią jakieś problemy licencyjne. Wkradał się w nas żal. Pytaliśmy tendencyjnie, dlaczego tak niesłusznie nas ukarano. Mimo tak beznadziejnej sytuacji mieliśmy wciąż wiarę i nadzieję. Chwilami było bardzo trudno, pocieszaliśmy się nawzajem żartami. To czekanie było jednak najgorsze.
- Na szczęście wszystko dobrze się skończyło…
Kamień spadł z serca. Przyrzekliśmy sobie, że poniedziałkowy, wieczorny trening odbędziemy jako pełnoprawni pierwszoligowcy. Tak też się stało i ponownie wchodzimy do gry, w pełni zmobilizowani. Wielką klasę pokazali kibice Ruchu. Nie tylko ci z Chorzowa, ale wręcz z całego świata. Cały czas czuliśmy, że są z nami. Ich odzew był fantastyczny. To pokazuje, jaką ikoną polskiego futbolu są „Niebiescy” i jak bardzo popularna jest „eRka”.
- Nowy trener daje Wam w kość?
Właśnie, że nie. Media ukazują Duszana Radolsky’ego jako kata, a tak nie jest! Oczywiście porcja treningów jest solidna, ale jak już powiedziałem nie róbmy ze Słowaka tyrana. Trener jest osobą kontaktową. Kiedy jest czas na pracę to pracujemy, kiedy można to żartujemy.
- Jak Twoja dyspozycja przed rozpoczęciem sezonu?
Nareszcie jestem w stu procentach zdrowy. Odbudowałem formę i mam nadzieję, że zacznę grać na miarę swoich możliwości. Po ostatnim sezonie czuję pewien niedosyt, ponieważ jak już zacząłem grać to mnie wykartkowano i musiałem pauzować. Swoje lata już mam, więc do sezonu podchodzę raczej spokojnie.
- Na co stać Ruch Chorzów w nadchodzących rozgrywkach?
Na pewno łatwo się nie poddamy i spróbujemy namieszać w tej ekstraklasie. Naszym atutem jest zgrany kolektyw.

Zespół jest doświadczony, wielu chłopaków to prawdziwi wyjadacze. W drużynie panuje bardzo dobra atmosfera. Moim osobistym marzeniem jest gra w pucharach i to właśnie z Ruchem. Wiadomo jednak, że będzie to wymagać naszej ciężkiej pracy. Ponadto chciałbym zagrać swój dwusetny mecz ligowy z niebieską „eRką” na piersi.
- Co sądzisz o powołanej do życia Młodej Orange Ekstraklasie?
To świetne przetarcie dla młodych zawodników. Utalentowanych jest bardzo dużo a nie każdy od razu wskakuje do pierwszego zespołu. Na razie pojawiło się mało informacji dotyczących tych rozgrywek, ale jeśli sprawdzą się tak jak we Włoszech i w Holandii to jestem spokojny o naszą przyszłość. Zespół Ruchu może tam namieszać. Zagrają przecież Babiarz, Brzozowski i Haftkowski. Ten ostatni ma papiery na dobrego napastnika, ale dużo pracy przed nim. Młodym ubył Maciej Sadlok, ale on zrobił tak duże postępy, że niespodziewanie powalczy o pierwszy skład.
- Jakie są Twoje typy na sezon 2007/2008?
Jeśli chodzi o króla strzelców to życzyłbym sobie, aby był to ponownie Piotr Reiss. Cenię go jako człowieka i piłkarza. Jest dla mnie kandydatem numer jeden. W Ruchu gramy bardziej zespołowo. Brakuje takiego egzekutora z prawdziwego zdarzenia. Niemniej jednak wysoką formę złapał Remek Jezierski. Jest Grażvydas Mikulenas no i dwukrotny król strzelców słowackiej ekstraklasy – Martin Fabusz. Wszyscy mają smykałkę do strzelania goli. Chciałbym także, aby tytuł Mistrza Polski zdobyła drużyna z tradycjami, a jaka zgadnijcie sami…
źródło: własne
foto: Andrzej Kajser