Niewątpliwie jest jednym z najbardziej znanych obecnie piłkarzy, grających z „erką” na piersi. Mariusz Śrutwa - bo o nim mowa – w dniu dzisiejszym kończy 34 lata. Zdobywca ponad 100 bramek w ekstraklasie przygotowywał się w Wiśle do zbliżającego sezonu ligowego. Niestety po przebytym niedawno zabiegu chirurgicznym nie mógł on wziąć udziału w obydwu sparingach, jakie Ruch rozegrał podczas zgrupowania. Na szczęście, jak uspokaja piłkarz, wszystko wraca już do normy.
- Panie Mariuszu wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.
- Dziękuję bardzo.
- Czego można życzyć Mariuszowi Śrutwie na kolejne lata?
- Zdrowia, szczęścia, spokoju i na pewno sukcesów sportowych, a przede wszystkim sukcesów drużyny, bo to jest najważniejsze.
- Czyli można Panu życzyć także awansu do Idea Ekstraklasy?
- Ja powiem tak: Chcemy każdy najbliższy mecz wygrać i na razie się na tym skupiamy.
- Czego Panu życzyli koledzy?
- Tego samego, co powiedziałem. Było także wiele także tych sportowych życzeń, związanych z awansem i także ze zdrowiem, bo to jest najważniejsze. Dzisiaj jest trochę niezręczny dzień, bo wracamy z obozu i część chłopaków już po drodze wysiadła. Myślę, że tradycyjne piwo, we wspólnym gronie wypijemy jutro po sparingu.
- Zagra Pan w jutrzejszym sparingu?
- Nie rozmawiałem o tym jeszcze z trenerem. Powoli musiałbym się już przymierzać. Na tą chwilę niestety nie jestem w stanie na o pytanie odpowiedzieć.
- Jak przebiegały pana przygotowania do sezonu w Wiśle?
- Na początku ćwiczyłem osobno z Grzesiem Rajmanem. Pod koniec obozu trenowałem już z drużyną. Były to ćwiczenia sporadyczne. Jak na przykład trener zaproponował nam grę w rugby, to w tym nie uczestniczyłem. Aczkolwiek w większości treningów strzeleckich, czy też gier zespołowych, to już prawie normalnie trenowałem z zespołem. W związku z tym myślę, że jeszcze tydzień-półtorej i będzie wszystko dobrze. Na mecz z Widzewem będę w 100% przygotowany.
- Dziękuję za rozmowę
- Dziękuję.