PZPN-owska Komisja Odwoławcza do spraw licencji przymykała dotąd oczy na problemy finansowe klubów. Ruch Chorzów jest pierwszym, którego oceniła z całą surowością.
Komisja Odwoławcza to obecnie chyba najbardziej znienawidzony organ PZPN-u w Chorzowie. Odkąd nie przyznała Ruchowi licencji na grę w I lidze, kibice dokładnie prześwietlają jej skład.
Na forach internetowych pojawiają się zarzuty o nierzetelność ludzi, którzy "utopili" klub z Chorzowa. Kibice twierdzą, że wcześniej działacze przymykali oczy na problemy finansowe klubów, które starały się o licencję.
O komisji kierowanej przez Zbigniewa Sadowskiego głośno było już w 2004 roku. Jej członkowie niespodziewanie zadecydowali wtedy uznać odwołanie II-ligowego Widzewa Łódź. Wcześniej klub z Łodzi zmienił osobowość prawną, pozbywając się przy okazji balastu kilkunastu milionów złotych długu. Komisja licencyjna uznała to za niedopuszczalne. Widzew odwołał się do komisji Sadowskiego, czyli... wiceprezesa łódzkiego Związku Piłki Nożnej i licencję dostał!
- Gdyby Widzew nie otrzymał licencji, wierzyciele nigdy nie zobaczyliby swoich pieniędzy - tłumaczył wtedy przewodniczący. Potem okazało się, że nowy Widzew, który miał przejąć długi poprzednika, w całości ich nie spłacił.
Rok później komisja Sadowskiego rozpatrywała odwołanie Lecha Poznań. W pierwszej instancji poznaniacy licencji nie dostali ze względu na długi (podobnie jak teraz Ruch). Komisja uwzględniła jednak odwołanie Lecha. - Wiedzieliśmy, że jeśli tej licencji nie dostaną, to wierzytelności Lecha nie zostaną nigdy spłacone - tłumaczył ponownie Sadowski.
Pytany o tamte decyzje przewodniczący tłumaczy teraz, że nie można ich porównywać do sprawy Ruchu. - W przypadku łodzian musieliśmy rozstrzygnąć, czy klub, który się zgłosił po licencję jest następcą prawnym dawnego Widzewa. Poza tym, to była tylko II liga. Jeśli chodzi o Lecha, to już wtedy usłyszeliśmy zapowiedź jego połączenia z Amicą Wronki, co zapowiadało rozwiązanie kłopotów finansowych - mówi.
Sadowski nie rozumie oburzenia sposobem potraktowania Ruchu. - Zarzucono nam, że traktujemy kluby zbyt łagodnie. Zapowiadaliśmy, że w końcu przyjdzie czas na ostre ocenianie wniosków. Teraz ten czas nadszedł - podkreśla.
Wątpliwości kibiców budzi też osoba Jana Franke, innego członka komisji. Był on niegdyś piłkarzem, trenerem i działaczem Wisły Płock, czyli klubu, który skorzystał na wyrzuceniu Ruchu z I ligi!
- Na własną prośbę nie uczestniczyłem w obradach komisji, żeby nie być posądzonym o nieczyste zagrania. Wisła wcale się do ligi nie pchała, nie przyczyniła się do powstania nieprawidłowości we wniosku Ruchu i licencję ma otrzymać zgodnie z przepisami - broni się Franke. Zapowiada, że w poniedziałek nie zamierza rozpatrywać odwołania Ruchu. - Dla świętego spokoju - mówi.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice