Pochodzi z Chorzowa, wiele lat grał w Ruchu, z którym jako piłkarz sięgał po mistrzostwo Polski. Antoni Piechniczek uważa, że z komisją odwoławczą powinna spotkać się sejmowa komisja sportu, kierowana przez Janusza Wójcika.
- Spał pan w nocy ze środy na czwartek dobrze?
- Czy po takim dniu można dobrze spać? Moim zdaniem decyzja komisji odwoławczej jest kuriozalna. A staram się patrzeć na te sprawy w szerszym kontekście. Euro 2012 i Stadionu Śląskiego, który – choć najlepszy w Polsce – trafił na listę rezerwową, choć inne miasta mają obiekty wyłącznie na papierze. Sprawy Szczakowianki, która została potraktowana jak żaden inny klub w Polsce... Teraz mamy Ruch Chorzów, który nie dostaje licencji na grę w ekstraklasie, choć wygrał drugą ligę, będąc w niej zdecydowanie najlepszym zespołem.
- Komisja licencyjna nie jest od oceny klasy sportowej klubu.
- Zgadza się. Nie można jednak nie dostrzegać co w Ruchu się wydarzyło. Nie twierdzę, że jest idealnie, bo pewnie nie jest. Zredukowali jednak zadłużenie w bardzo dużym stopniu. Mają stadion, którego nie muszą się wstydzić, klub wykonał w ostatnich latach spory wysiłek, by wyjść na prostą. Może ktoś coś źle podliczył, może faktycznie papiery nie były najlepiej przygotowane, ale źle to pachnie...
- Chce pan powiedzieć, że gdyby to była Pogoń czy Polonia Warszawa, decyzja komisji odwoławczej byłaby inna?
- Nie chcę wywoływać wojny, ale skoro jest możliwość, że faktycznie zadecydował błąd ludzki, to byłoby dobrze, by komisja siadła nad papierami i przejrzała je jeszcze raz.
- Wierzy pan, że tak się stanie?
- Wiem, że na ten moment Wisła Płock nie dostała jeszcze na piśmie decyzji, że gra w pierwszej lidze. Ruch decyzji o tym, że nie dostał licencji też zdaje się nie ma... Czyli jest szansa. Wiem, że czynione są usilne starania, by poprosić komisję o zajęcie się tą sprawą raz jeszcze. Ważne są cyferki i ułamki, ale jest jeszcze dobra wola, wyciągnięcie ręki do klubu, który piłkarsko zasłużył, by grać w lidze.
- Komisja odwoławcza sprawia jednak wrażenie nieprzejednanej.
- Zawsze można rozmawiać. Nie wiem czy się uda, ale trzeba próbować. Moim zdaniem powinno się znaleźć w niej miejsce przynajmniej dla jednego człowieka z PZPN. Niezależność komisji by na tym nie ucierpiała.
źródło: Sport