Rozmowa z Mariuszem Śrutwą, akcjonariuszem spółki i byłym piłkarzem Ruchu Chorzów.
- Jak wygląda sprawa długów Ruchu Chorzów?
- Dzisiaj na konferencji prasowej bardzo dużo powiedziano. Ruch ma zobowiązania, a nie długi. Spółka tych długów nie zrobiła, ale musi je spłacać. Z szerszymi komentarzami powinniśmy się wstrzymać do poniedziałku, bo wtedy ta ostatnia nadzieja może zgasnąć, bądź będziemy się tutaj po raz drugi cieszyć z awansu do ekstraklasy. Dzisiaj nie ma czasu na to, by szukać winnych. Ale na pewno dla wszystkich powinno to być ostrzeżenie czy pewnego rodzaju nauka na przyszłość, że zawsze może się wydarzyć coś, co jest nieprzewidywalne. Należy z tego wyciągnąć wnioski, by taka sytuacja już się nie powtórzyła.
- Obecni działacze płacą jednak za błędy z przeszłości…
- Tak, na pewno. Wszyscy słyszeliśmy, że wszystko jest spłacane w terminie. Jest to błąd czysto ludzki. Gdyby nie to, nie mielibyśmy tutaj dzisiaj spotkania i nie byłoby tak dramatycznej sytuacji. Oczywiście, naganne jest to, że kogoś rozlicza się za błędy innych, a bardzo szybko możemy wymienić kilka klubów w tym kraju, które w inny sposób rozwiązały problem długów – nie tak honorowo, jak Ruch Chorzów.
- Wierzy pan, że poniedziałek będzie szczęśliwy dla Ruchu?
- Ja chciałem na początku podziękować tym, którzy się zaangażowali w tą sprawę. Bo zaangażowały się w to takie osoby, które do tej pory były przy klubie, ale gdzieś z boku. Największe słowa podziękowania należą się dla pani Marii Nowak i pana Marka Nowaka. Myślę, że oni wlali najwięcej otuchy, wiary i pomocy do tego, aby ten wniosek był rozpatrywany, i że wciąż jeszcze jest nadzieja.