Rozmowa z Janem Tomaszewskim, byłym szefem Komisji Etyki PZPN.
Jak pan przyjął decyzję Komisji Odwoławczej do spraw Licencji, która nie pozwoliła Ruchowi na grę w Orange Ekstraklasie?
Jan Tomaszewski: - A jak miałem ją przyjąć?! Z oburzeniem. To jeden wielki skandal. Moim zdaniem od czasu przekrętu z przyznaniem licencji Widzewowi Łódź, Komisja nie miała już moralnego prawa wydania negatywnej decyzji jakiemukolwiek innemu klubowi. Nie zgadzam się z tym wyrokiem, tym bardziej, że licencję dostało umoczone w korupcję Zagłębie Sosnowiec, a w eliminacjach do Ligi Mistrzów reprezentuje nas Zagłębie Lubin, które ekstraklasę sobie kupiło, a pozwolenie na grę w niej bez problemu dostało. Dla Związku są ciągle równi i równiejsi, teraz przekonaliście się o tym na Śląsku.
Przewodniczący Komisji, Zbigniew Sadowski, twierdzi, że innego werdyktu być nie mogło, bo Ruch ma zagmatwaną sytuację finansową.
- Warto przypomnieć, że to ten sam pan, który przyznał licencję Widzewowi, w dodatku był wtedy wiceprezesem Łódzkiego Związku Piłki Nożnej. Ja przecież swego czasu apelowałem, by go zawiesić w prawach członka PZPN, dotyczyło to zresztą funkcjonowania całej Komisji Licencyjnej i Komisji Odwoławczej. Nie znam sytuacji Ruchu, ale wiem, że w Chorzowie działają frajerzy. Dlaczego tak uważam? To proste. Zamiast się przekształcić w Ruch Bis zaczęli spłacać długi i, co publicznie powiedziano, spłacili ich już ponad 80 procent. O tych frajerach, to oczywiście taki ponury żart oparty właśnie na przypadku Widzewa, który swoich wierzycieli olał i powiedział im: A teraz pocałujcie misia w d....
Mówi pan o sytuacji z 2004 roku.
- Dokładnie. Wtedy najpierw przyznano bezprawnie licencję dla RTS Widzew Łódź, a ten później scedował ją na Stowarzyszenie, choć prawo na takie posunięcie nie pozwala. Ten drugi podmiot, w którym zaczął rządy Zbigniew Boniek, odciął się od RTS i powiedział, że długi po poprzedniku go nie interesują, ale jednocześnie przejął po nim miejsce w tabeli i wystartował od drugiej ligi, do której spadł RTS. I PZPN to przyklepał, pozostawiając wierzycieli z ręką w nocniku. A w podobnej sytuacji, gdy chodziło o GKS Katowice, klub relegowano do siódmej ligi i tylko wielkiemu zaangażowaniu wielu osób katowiczanie zawdzięczają, że skończyło się na zesłaniu jedynie do czwartej.
Sprawą licencji dla Widzewa zajmuje się prokuratura?
- Powiedziałem jej wszystko, co wiedziałem. A jestem na przykład w posiadaniu pisma Komisji Rewizyjnej PZPN, która potwierdziła, że dokonano wówczas przestępstwa. Tego określenia użył też przewodniczący nowego Wydziału Dyscypliny PZPN, Michał Tomczak, podczas programu telewizyjnego, w którym też występowałem. Dokładniej rzecz biorąc w 2004 roku popełniono dwa przestępstwa: fałszowano dokumenty i nie zabezpieczono interesów wierzycieli.
Wróćmy jednak do Ruchu. Co pana zdaniem chorzowianie mogą jeszcze zrobić, by decyzja została zmieniona?
- Na pewno wokół tej sprawy musi być wiele hałasu, trzeba lobbować, naciskać, skarżyć, ale nie wiem, czy to wystarczy i czy w PZPN zdecydują się na zmianę decyzji, bo to przecież znów ściągnęłoby na nich masę krytyki. Chorzowianie płacą zresztą cenę za brak solidarności w piłkarskim środowisku: każdy uważa, że jak coś mnie nie dotyczy, to nie warto działać. Jak była sprawa Widzewa, to jakoś żaden klub nie domagał się głośno respektowania prawa i wyrzucenia łodzian z ligi, teraz też żaden nie opowie się za ewidentnie pokrzywdzonym Ruchem. Dopiero jak trafi na niego, to poleją się łzy. Tak, jak ma to miejsce teraz na Śląsku.
źródło: Dziennik Zachodni