Ruch Chorzów nie otrzymał w środę licencji na grę w ekstraklasie. - Jeśli decyzja zostanie utrzymana, to może być koniec klubu - mówi jeden z działaczy niebieskich.
Na boisku drużyna z Chorzowa nie miała sobie równych i bezapelacyjnie wygrała II ligę. Ale by grać wśród najlepszych, potrzebna jest jeszcze licencja. Żeby ją zdobyć, klub musi mieć odpowiednią bazę sportową. Nie powinien też mieć długów, chyba że przedstawi program restrukturyzacji zadłużenia.
Właśnie długi mogą okazać się gwoździem do trumny dla klubu z ul. Cichej. Zdaniem Komisji Odwoławczej PZPN-u Ruch przez ostatni rok nie zrobił niczego albo bardzo mało, żeby zmniejszyć swoje długi. I dlatego nie będzie grał w Orange Ekstraklasie.
Nie podoba się? Odwołajcie się w Lozannie
W klubie i w regionie zawrzało. Z kibicami Ruchu solidaryzowali się kibice innych śląskich klubów, internetowe forum "Gazety" rozpaliło się do czerwoności. Nawet nie darzący sympatią niebieskich kibice Zagłębia Sosnowiec pisali, że to skandal.
Gdy Krzysztof Ziętek, dyrektor klubu, przekazywał z Warszawy smutne wieści, działaczy na Cichej ogarnęła rozpacz. Gerard Cieślik, legendarny piłkarz Ruchu, mówił Gazecie Wyborczej, że czuje się, jakby dostał zawału: - To skandal! Nie robi się tak dwa tygodnie przed ligą, to nie do pomyślenia, brak mi słów.
Działacze Ruchu szybko wzięli się w garść i postanowili walczyć o przyszłość drużyny. - Racja jest po naszej stronie. Członkowie komisji nieuważnie przeczytali przekazane przez nas dokumenty. Nie wzięli pod uwagę wszystkich załączników, a właśnie w nich była informacja o spłacie długów - przekonywał jeden z członków zarządu.
Zbigniew Sadowski, przewodniczący Komisji Odwoławczej, wydawał się być nieubłagany. - Klub może się odwołać do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu w Lozannie - mówił. Ale to trwałoby tak długo, że na miejscu Ruchu w ekstraklasie i tak grałaby Wisła Płock [drużyna, która w zeszłym sezonie spadła z ekstraklasy - przyp. red.].
Wyzioniemy ducha za ekstraklasę
- Jest nadzieja. Wracamy do gry - informował wieczorem "Gazetę" Dariusz Smagorowicz, przewodniczący Rady Nadzorczej Ruchu.
Wtórował mu Mariusz Klimek, właściciel klubu: - Wyzionę ducha, a będziemy mieć tę licencję.
Chodzi o pismo, które klub przygotowuje dla PZPN-u. Działacze chcą udowodnić, że o nieprzyznaniu licencji zaważył błąd w obliczeniach, który popełnili ludzie z komisji.
Sytuacja jest dramatyczna, bo - jak powiedział nam jeden z działaczy Ruchu - jeśli niebiescy nie dostaną licencji, może to oznaczać nawet koniec klubu! Najgorsze jest to, że od Ruchu mogą odwrócić się sponsorzy.
Na Cichej do późnego wieczora debatowano w środę nad wyjściem z trudnej sytuacji. - Proszę pamiętać, że Ruch nie ma też licencji na drugą ligę. O ten dokument również trzeba się postarać - mówi Sadowski.
Dla Gazety
Eugeniusz Kolator, wiceprezes PZPN-u
- Nie widziałem dokumentów Ruchu, ale biegły księgowy, który je analizował, przekazał mi, że w piśmie przewodnim została podana kwota odpowiadająca planowi spłaty długów, który miał realizować Ruch. Do tego pisma był jednak dołączony szczegółowy załącznik, nazwiska wierzycieli i kwoty. Po ich zsumowaniu okazało się, że kwoty są różne.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice