Na nazwisko Martin Fabusz bramkarzom na Słowacji drżą ze strachu łydki. Superstrzelec z Nemszovej, dwukrotny król strzelców słowackiej ekstraklasy, będzie teraz straszył na polskich boiskach.
Tak utytułowanego piłkarza ze Słowacji w naszym kraju jeszcze nie było. Fabusz to dwukrotny mistrz swojego kraju, zdobywca Pucharu Słowacji, który dwa razy był najlepszym strzelcem ligi. - Gdy jest w formie, ciężko go zatrzymać. Jest znany z dobrej gry w powietrzu. Strzela głową nawet z najtrudniejszych pozycji i często trafia - chwali Boris Pesković, Słowak, który strzeże bramki Zagłębia Sosnowiec.
- Jestem w Polsce zaledwie kilka dni, ale czuję, że trafiłem do dobrej drużyny. O poziomie polskiej piłki nie chcę na razie nic mówić. Będę mądrzejszy po pierwszych meczach - tłumaczy Słowak.
Fabusz to nie tylko czołowa postać słowackiej ligi, ale i reprezentant kraju. Zagrał w 24 spotkaniach, strzelił pięć goli.
Mało kto wie, że Słowak wierzy w magię cyfr. Jego szczęśliwą liczbą jest 11. - Wszystko dlatego, że urodziłem się 11 listopada. Tego dnia mam też imieniny - śmieje się.
Fabusz lubi grać z "11" na koszulce. - Gdy wracam do Trenczina, to nawet nie muszę się specjalnie starać, a "11" już na mnie czeka.... Nie oznacza to jednak, że z innym numerem nie zagram, bo to też się zdarzało. Nawet ostatnio, w Austrii - tłumaczy.
W Chorzowie ze szczęśliwym numerem Fabusza gra Michał Brzozowski. - Niech tak zostanie. Koszulki nie grają - śmieje się Słowak.
Fabusz pochodzi z Nemszovej, ale czuje się związany z położonym nieopodal Trenczinem. Miasto jest znane z warownego zamczyska oraz słynnego władcy Matusza Czaka. - Jestem dumny z historii mojego Trenczina. Interesuję się książkami i filmami, które opisują dawne dzieje - podkreśla.
Fabusz mieszka w Trenczinie z żoną Janką i dwójką synów Tadeaszem i Damianem. 7-letni Tadeasz już strzela bramki w miejscowej drużynie.
Napastnik Ruchu policzył, że jego dom dzieli od Chorzowa zaledwie 250 kilometrów. - To blisko. Nie będzie mi aż tak bardzo doskwierała samotność, bo niestety Janka i dzieci zostają w Trenczinie - tłumaczy.
Fabusz jak każdy Słowak pasjonuje się też hokejem. - Gdy byłem młodszy, to latem grałem w piłkę, a zimą w hokeja. Teraz też lubię zagrać, ale tylko dla przyjemności - tłumaczy piłkarz, który już zadecydował, że po zakończeniu kariery zostanie trenerem.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice