Od zawsze powtarzał, że jego marzeniem jest gra w Ruchu. Kiedy mu się to udało, zaczął walczyć o to, by spełniło się jego drugie marzenie: chciał awansować z "Niebieskimi" do ekstraklasy.
Wojciech Grzyb nie zwykł rzucać słów na wiatr i wspólnie z kolegami z drużyny dopiął swego. Teraz "Grzybek" stawia przed zespołem kolejne cele. - Chcemy namieszać w pierwszej lidze! Chcemy zająć jak najwyższą pozycję! - mówi.
- Podpisał Pan już nowy kontrakt?
Wojciech Grzyb: - Tak. Mogę oficjalnie powiedzieć, że przedłużyłem swoją umowę z Ruchem na kolejne dwa lata. Prawda jest taka, że zrobiłem to już jakiś czas temu, ale nie chciałem się z tym ujawniać, bo ważniejsza była walka o awans. Już wcześniej doszedłem do porozumienia z działaczami w sprawie długości kontraktu. Niedawno dogadaliśmy się jeszcze w innych kwestiach, m.in. finansowych.
- Do końca kariery zostaje Pan w Ruchu?
- Życzyłbym tego sobie. Mam nadzieję, że po tych dwóch latach nie skończę kariery.
- Nie otrzymał Pan propozycji z innych klubów?
- Żadnych oficjalnych ofert nie dostałem. Coś słyszałem, ale była to typowa poczta pantoflowa. Podejrzewam, że do innego polskiego klubu bym nie przeszedł, tym bardziej że Ruch gra w pierwszej lidze. Spełnia się tym samym jedno z kolejnych moich marzeń. Jedyną opcją byłaby bardzo dobra oferta zza granicy, ale jestem realistą i na taką już nie liczę.
- Trener Radolsky rzeczywiście taki straszny jak go malują?
- Nie, nie jest taki straszny jak go malują. Normalny trener, który ma swój warsztat pracy. Być może ci, którzy obawiają się ciężkiej pracy tak go przedstawiają, ale nie jest tak źle. Dogadujemy się z nim bardzo dobrze. Nie ma żadnych barier, nawet językowych. Wszystko przebiega w normalnym porządku.
- Wiele zmieniło się po zmianie pierwszego szkoleniowca?
- Zmienił się sposób treningów, bo to dwa zupełnie różne warsztaty pracy. Trener Radolsky lubi dyscyplinę na treningu, ale myślę, że to tyczyło się również trenera Wleciałowskiego. Trener, który się szanuje musi mieć posłuch na boisku. Tu akurat może jest to w innej formie, ale dyscyplina musi być. Spojrzenie na taktykę jest trochę inne, bo każdy szkoleniowiec chciałby mieć swój styl i trener Radolsky taki właśnie styl ma. Poza tym takich większych różnic, powiedzmy nie do przyjęcia, nie zauważyliśmy.
- Dostaliście od nowego trenera jakieś rady, dotyczące np. odżywiania?
- Nasz poprzedni trener również restrykcyjnie do tego podchodził i zwracał uwagę, kiedy widział, że jemy coś co mogłoby zaszkodzić, np. jakieś ciężkostrawne potrawy. Trener Radolsky prezentuje podobne stanowisko w tej sprawie. Odżywianie jest bardzo ważne, bo zwraca nam uwagę na to, że w dzisiejszej piłce duże znaczenie odgrywają detale. Przy bardzo wyrównanym poziomie, jaki prezentują wszystkie drużyny, ważne jest co zjesz, jak się wyśpisz, czy jesteś odpowiednio zregenerowany.
- Oprócz rad i nakazów są pewnie zakazy. Piwo i cola odpada?
- Piwo jest generalnie zakazywane przez trenerów, bo wiadomo, że jakby na to nie spojrzeć - to jest alkohol. Różne opinie na temat piwa krążą. Fizjolodzy wypowiadają się, że jedno czy dwa piwa po meczu nie jest zabronione, a nawet wskazane po to, żeby rozluźnić się i uwolnić od stresu. Natomiast u nas na terenie klubu czy podczas obozu jest to sprawa oczywista, że nie można pić piwa i nikt tego nie kwestionuje. O coli nie słyszałem, ale kawa bezpośrednio przed meczem również jest zakazana. Niektórzy będą musieli zmienić przez to swoje nawyki, ale chyba nie jest to aż taki wielki problem.
- Co Pan sądzi o dotychczasowych transferach?
- Myślę, że Słowacy będą wartościowymi zawodnikami i zwiększą rywalizację o miejsce w składzie. Moim skromnym zdaniem ktoś jeszcze powinien nas wzmocnić. Tak mi się wydaje, ale wiadomo że możliwości klubu są ograniczone. Przydałby się jeszcze ktoś z nazwiskiem, ale to nie moja sprawa. I tak mamy bardzo mocny zespół.
- Czy drużyna nie została trochę osłabiona w porównianiu z wiosną? Odszedł Piotr Ćwielong, a Sebastian Nowak już się szykuje do zmiany barw.
- Można tak na to spojrzeć, bo Piotrek jest zawodnikiem bardzo wartościowym. Mam nadzieję, że Martin Fabusz będzie jego dobrym zastępcą. Sebastian Nowak wiadomo. Chłopak, który grał tutaj ładnych parę lat i kibice będą za nim tęsknić. My również, bo to bardzo dobry piłkarz. Ostatnio nie grał, ponieważ bronił Miodek. Szkoda, że może go już niedługo z nami nie być. W tej sytuacji swoją szansę może dostać Matko Perdijić.
- Jakie są Wasze plany na pierwszą ligę?
- Tak jak mówiłem po meczu z Cracovią w Ustroniu, absolutnie nie chcemy walczyć o utrzymanie. Chcemy namieszać w tej pierwszej lidze! Chcemy zająć jak najwyższą pozycję! Czas pokaże jak to będzie, ale mam nadzieję, że inne drużyny będą do nas podchodziły z należytym respektem, bo będą grały przeciwko Ruchowi Chorzów.
- Myślicie o licencji, czy nie zaprzątacie sobie niepotrzebnie głowy?
- Jest to ważna sprawa, ale niestety nie możemy nic zrobić. Dostaliśmy oficjalną wiadomość od Mariusza Klimka, że ta licencja w poniedziałek będzie. Pozostaje nam spokojnie trenować.
źródło: własne