Chorzowscy piłkarze miejcie się na baczności! Trener Duszan Radolsky obserwuje każdy wasz krok i żadnej wpadki nie zapomni. Wszystkie informacje gromadzi w specjalnym dzienniku...
Słowak otwiera przede mną swoje tajemnicze notatki. W zapiskach trudno się połapać. - Sparingi notuję na zielono, puchar - na niebiesko, a mecze ligowe - na czerwono... - tłumaczy powoli.
Prowadzenie dziennika jest dla Radolskiego niczym rytuał. Na to zawsze znajdzie czas. Każdego dnia odnotowuje, jaką pracę wykonali jego piłkarze, a trwa to już ponad 20 lat. Skąd taka dbałość o szczegóły? - Zanim zająłem się profesjonalnie piłką, byłem przez kilka lat projektantem konstrukcji stalowych. Tam każdy milimetr jest ważny - mówi.
W rodzinnym domu w Trnavie dzienniki Radolskiego stoją na specjalnej półce. - Ale tylko te najważniejsze. Wiele zeszytów mam też w pudłach w piwnicy - dodaje Słowak. Trener Ruchu czasami wraca do swoich starych notatek i śmieje się z metod, jakie stosował przed laty.
Dzienniki Radolskiego są pełne informacji. Jego własne notatki uzupełniają liczne wycinki z gazet i specjalistyczne opracowania statystyczne. - Oceniam wszystko: piłkarzy, rywala, sędziów, stan boiska - wylicza. Słowak ma szczegółowo rozpisany każdy trening! - Wystarczy otworzyć zeszyt i już wiem, kto co robił w... poprzedni piątek. Nikt mnie nie oszuka. Ile ja już zakładów dzięki tym notatkom wygrałem - śmieje się.
Zapiski są tak dokładne, że Radolsky wie po każdym meczu ligowym, ile razy jego piłkarz kopnął piłkę celnie lewą, prawą nogą, a nawet ile miał strat!
Radolsky opracował własny system ocen: skala od 1 do 5. Jedynka to katastrofa, piątka - wyśmienicie. Po sparingu z GKS-em Jastrzębie ocenił jednego z chorzowskich piłkarzy na 1,5, a jak zaznacza 2,5 to granica przydatności...
- Wydaje mi się, że z czasem stałem się bardziej wymagający. Lata gry o najwyższe cele, rywalizacja na olimpiadzie. To wszystko zmieniło moje patrzenie na futbol. Rzadko daję piątki. Ostatnią dostał chyba bramkarz, który wybronił nam mecz - wyjaśnia.
Swoich notatek nie udostępnia innym trenerom. - A kto by się w tym połapał? Zresztą to jest moja prywatna sprawa - dodaje.
Słowak znany jest z celnych sentencji, którymi motywuje swoich zawodników do walki. Tych też zebrało się już całe mnóstwo.
- Gdy wpadnie mi coś do głowy, to po prostu to notuję. Czasami jedno zdanie znaczy więcej niż pół godziny gadania - podkreśla.
Gdy Radolsky zaczyna pisać kolejny dziennik, nigdy nie zastanawia się, ile zapełni stron. - Taki już jest ten zawód trenera. Prawą ręką podpisuję kontrakt, a w lewej już trzymam walizkę... Kocham to, co robię. Lubię przyjść na stadion wcześnie rano.
Jest cisza, mam czas tylko dla siebie. Jeżeli potem wieczorem spojrzę w lustro bez obrzydzenia, to wiem, że to był dobry dzień - kończy.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
foto: Marcin Miler