Gdyby Maciej Sadlok nie rozwiązał kontraktu z Polonią Warszawa i nie wrócił do Ruchu, dzisiaj byłby piłkarzem... KP Katowice. - Dla mnie na pewno byłby to problem - zauważa "Sadloczek".
- A dla Marcina Baszczyńskiego zapewne jest jeszcze większy. Z Tomkiem Brzyskim, który też występował w Ruchu, jest trochę inaczej, bo zaliczył kilka klubów. Ale obu współczuję - podkreśla wychowanek Pasjonata Dankowice. - Cieszę się, że mogłem rozwiązać kontrakt i wrócić do Ruchu, bo wiem, że kolegom z Polonii nerwy wysiadały. Krócej od nich męczyłem się, ale kilkanaście dni w Klubie Kokosa zapamiętam do końca życia. Są jednak i dobre strony - w piłce nic mnie nie złamie - dodaje.
Sadlok przyznaje, że po powrocie na Cichą od razu poczuł się, jakby znowu był w domu. - Już drugiego dnia czułem się, jakbym nigdy stąd nie wyjeżdżał. Cieszę się, że nie muszę się aklimatyzować. Nic się tu nie zmieniło - zaznacza.
Dzisiaj 23-letni zawodnik ponownie wystąpi w Lidze Europejskiej. Czy kibice nie muszą się martwić, że powtórzy się sytuacja sprzed dwóch lat, gdy "Sadloczek" w ostatniej chwili wysiadł z samolotu lecącego do Kazachstanu? - Spokojnie, nie mam takiego zamiaru. Latanie nie stanowi już dla mnie problemu. Ale w szatni koledzy też się już ze mnie śmiali, czy po meczu nie wsiadam do auta i nie wyruszam na rewanż - uśmiecha się.
źródło: Niebiescy.pl / Przegląd Sportowy