No i stało się! Waldek "King" został selekcjonerem kadry narodowej, co oczywiście nie spodobało się wielu "fachowcom" od piłki nożnej. Niektórzy z nich twierdzili uparcie, że Waldek nie pracował w żadnym "wielkim" klubie i nie wiadomo czy w związku z tym wytrzyma presję. Odpowiadałem im już niejednokrotnie, nawet na antenie Orange Sport czy też w programie Euro Cafe w Polsacie Sport, że trener Franciszek Smuda pracował we wszystkich i co z tego? Niestety jeśli ktoś nie wytrzymał presji na Euro, to właśnie był to selekcjoner.
Wielu fachowców uważa, że Waldek to narzędzie w rękach Antoniego Piechniczka? Dla mnie kompletna bzdura! Znam Waldka kilka ładnych lat i nigdy nie był narzędziem w żadnych rękach, raczej niestety to właśnie jego, w przynajmniej dwóch przypadkach potraktowano dość ordynarnie, bo właśnie nie był układowym trenerem. Chodzi mi o Polonię Warszawa, gdzie wygryzł go specjalista od płatnych awansów Pan Dariusz W. i Widzew Łódź, gdzie po rundzie jesiennej zakończonej przez naszych przyjaciół na pierwszym miejscu w tabeli, nagle ktoś zwariował i zatrudnił Pawła Janasa. Następni sugerowali, że Waldek nie odniósł znaczących sukcesów. A dwa finały Pucharu Polski i dwa medale mistrzostw Polski w przeciągu trzech lat, z umówmy się drużyną bez gwiazd, wielkich pieniędzy czyli nie bójmy się tego słowa zespołem przeciętnym teoretycznie. To jest nic? Pytam zatem kto miałby zostać trenerem Biało-Czerwonych jeśli nie Waldek?
Jerzy Engel? Który być może zatrudniłby jako asystenta swojego byłego podopiecznego z Polonii, wspomnianego Dariusza W., któremu właśnie pozwolono wykonywać znowu zawód trenera?
Maciej Skorża? Który z Legią miał tytuł mistrzowski na tacy i pięknie to spierdzielił?
Jacek Zieliński? Który nie ma żadnych sukcesów?
Henryk Kasperczak? Którego kariera skończyła się z hukiem u sąsiadów zza miedzy, pomimo wielkich transferów i pieniędzy?
A może Janusz Wójcik? Słynący ostatnio wyłacznie z powiedzenia "Tu nie trzeba trenować, tu trzeba dzwonić"?
Więcej chyba nie trzeba...
Moim zdaniem Waldek da sobie radę, bo nie pozwoli sobie w kaszę dmuchać, bo jest na tyle doświadczonym szkoleniowcem, że wie kto może do drużyny coś wnieść, bo nie zapomni o Arku Piechu i Stadionie Śląskim, bo jest chłopem ze Śląska, a ostatnie wielkie sukcesy reprezentacja Polski odnosiła za czasów kiedy jej trenerem był chłop ze Śląska!
Szkoda tylko, że pozbywamy się trenera, chociaż wierzę w to, że Tomek Fornalik będzie kontynuował dzieło swojego brata, a ten po wypełnieniu misji pod tytułem Mundial 2014, a może i Euro 2016, wróci na Cichą i znowu będziemy wtórować WALDEK "KING".
P.S. Słów Jana Tomaszewskiego nie będę komentował, bo mam inny, znacznie bardziej przyjemny pomysł na spędzenie dzisiejszego wieczoru.
Z Niebieskim pozdrowieniem,
Bogdan Kalus