- Czuję się wyróżniony i zaszczycony, że powierzono mi funkcję selekcjonera reprezentacji Polski. Chciałbym podziekować osobom, które wierzą we mnie, które zdecydowały się na taki wybór. Myślę, że moja praca oraz gra naszej reprezentacji przyniosą satysfakcję. Z jednej strony jest to wielkie wyróżnienie, ale z drugiej wielka odpowiedzialność. Zdaję sobie sprawę, jakie są w naszym kraju oczekiwania związane z grą reprezentacji - powiedział
Waldemar Fornalik na rozpoczęcie konferencji prasowej, która odbyła się dzisiaj w kawiarni klubowej przy ul. Cichej 6 w Chorzowie.
To prawda, że tuż przed ogłoszeniem wyników wyborów... przycinał pan żywopłot?
Waldemar Fornalik: - Zaplanowałem ten dzień jak każdy inny w życiu. Od godziny 11 do 12 czekały mnie akurat prace ogrodowe i trzymałem się mojego, nazwijmy to, "grafiku".
Jak pana żona zareagowała na informację o tym, że został pan selekcjonerem?
- Nie miałem jeszcze czasu, by z nią o tym porozmawiać.
Czy jest pan już po rozmowie z Grzegorzem Lato?
- Rozmawialiśmy bardzo krótko. To były gratulacje oraz słowa, jakie zwykle padają po wyborze na zaszczytne stanowisko.
Co pana zdaniem przesądziło o tym, że PZPN dokonał takiego wyboru?
- Nie chciałbym oceniać siebie. Więcej mogliby powiedzieć ludzie, którzy pracują w klubie: trenerzy czy też zawodnicy. Nie będę wskazywał elementu, który moim zdaniem mógł zadecydować.
Miał pan dwóch konkurentów: Jerzego Engela oraz Jacka Zielińskiego. Jak ich pan ocenia?
- Konkurencja była bardzo mocna. Pan Engel to wspaniały trener, który odnosił sukcesy z naszą reprezentacją, a Jacek Zieliński był asystentem Franciszka Smudy. Nie chcę oceniać kolegów po fachu, bo każdy z nas prezentuje jakąś wartość. Cieszę się, że znalazłem się w gronie trzech trenerów, którzy dotrwali do końca wyborów.
Czuł się pan ich faworytem?
- Podchodziłem bardzo spokojnie do tego tematu. Mówiłem, że uszanuję każdy wybór. Miałem bardzo satysfakcjonującą pracę w Ruchu Chorzów i nie było tak, że byłem bezrobotnym trenerem, który za wszelką cenę chciał pracować w reprezentacji. To dla mnie wielkie wyróżnienie, ale nigdy nie uważałem, że to dla mnie sprawa życia i śmierci.
Co zamierza pan zmienić w reprezentacji Polski?
- Powiem wprost: aż tak dogłębnej analizy drużyny reprezentacyjnej nie przeprowadziłem. W momencie, kiedy docierały do mnie informacje, że mogę zostać selekcjonerem, powoli zaczynałem się przygotowywać do tego, żeby w najbliższym czasie taką analizę przeprowadzić. Wtedy będę wiedział nad czym musimy szczególnie pracować.
Żal opuszczać Chorzów?
- Cóż mogę powiedzieć... Trzy lata to długi okres. Udało nam się zbudować fundament pod to, co może być w przyszłości, czyli jeszcze lepszy Ruch.

Czy nowym następcą Waldemara Fornalika w Ruchu będzie jego brat, Tomasz?
W ostatnim czasie reprezentacja Polski nie grała ofensywnego futbolu. Jaki będzie pana zespół?
- Wyznaję zasadę, że bardzo ważne jest zachowanie proporcji pomiędzy grą ofensywną i defensywną. Do takiego modelu będziemy chcieli dążyć. Zachwycamy się wspaniałą grą Hiszpanii, prawie modelową, ale zauważmy, że ona straciła tylko jedną bramkę na Euro 2012. To pokazuje, że nie można zapominać o obronie.
Oprze się pan na obecnej kadrze, czy będzie szukał nowych piłkarzy?
- Nie ma aż tak wielu zawodników, żeby dokonywać rewolucji. Trzeba będzie się oprzeć na tych, którzy są w obecnej szerokiej kadrze. Chcę jednak podkreślić, że nie będzie zamkniętej drogi dla żadnego zawodnika, który pokaże się z dobrej strony na boisku w Polsce czy zagranicą.
Jaki jest pana plan na najbliższe dni?
- Nie biorę rzeczy i nie opuszczam dzisiaj szatni Ruchu. To musi się odbyć w sposób naturalny i płynny, żeby Ruch na tym nie ucierpiał, choć klub był przygotowany na taki wariant, bo przecież dużo się o tym mówiło. Nie zapominam jednak o tym, że czas mnie nagli, bo już 15 sierpnia pierwszy mecz reprezentacji. Muszę skompletować sztab szkoleniowy i zacząć obserwować sparingi drużyn, w których grają potencjalni kadrowicze.
Czy zabierze pan kogoś z Chorzowa do Warszawy?
- Powiedziałem, że nie chcę, żeby Ruch ucierpiał i to jest jakaś odpowiedź. Mam już swoje przemyślenia co do sztabu trenerskiego i myślę, że uda się skompletować ciekawy zespół.
PZPN będzie mógł zadecydować, z kim będzie pan współpracował?
- Oczywiście, że to będzie moja autonomiczna decyzja. Jestem otwarty na wszelakie dyskusje, ale w żadnym klubie nie dałem sobie narzucić rozwiązań, których ja bym nie akceptował.
Zamierza się pan spotkać z trenerem Franciszkiem Smudą?
- Absolutnie tak. Nie wyobrażam sobie, żeby do tego nie doszło. Zawsze ceniłem sobie uwagi trenerów, którzy pracowali przede mną. Rozmawiałem też z trenerami, którzy przychodzili po mnie. To normalna sytuacja. Można na tym skorzystać.
Najsmutniejsi są dzisiaj kibice Ruchu. Co chciałby im pan powiedzieć?
- Życie idzie do przodu. Nie tylko jedna osoba jest w stanie poprowadzić dobrze drużynę Ruchu Chorzów. To tak wspaniały klub, że tutaj jest szansa stworzyć zespół, który przez lata będzie się liczył w czołówce. Kibice muszą optymistycznie patrzeć na to wszystko. Nic nie jest uzależnione od jednego człowieka. Ruch jest mocny nie tylko trenerem, ale ludźmi, którzy tutaj pracują.
Notował: Neo (Niebiescy.pl)