- Euro 2012 to piękna impreza. Mam porównanie do tych wielkich imprez w Niemczech, w RPA i uważam, że stanęliśmy na wysokości zadania. U nas jest jeszcze lepiej niż było na poprzednich mistrzostwach. Oprawa całej imprezy, stadiony i poziom sportowy. Wszystko jest znakomite. Szkoda tylko, że Polska tak szybko odpadła... - opowiadał trener
Waldemar Fornalik na spotkaniu z dziennikarzami podczas zgrupowania w Kamieniu.
Jak pan podchodzi do spekulacji o objęciu przez pana posady selekcjonera reprezentacji Polski?
Waldemar Fornalik: - Mam jedno zdanie do powiedzenia na ten temat, o którym się dużo pisze i mówi w prasie. Bycie w gronie kandydatów, którzy mogą objąć funkcję selekcjonera drużyny narodowej, to duże wyróżnienie. Nie mam nic więcej do dodania w tej kwestii. Obserwuję to, co się dzieje, słucham, czytam i mam swój pogląd na te rzeczy.
Żadnego komentarza?
- Żadnego komentarza.
Za kilka dni losowanie dwóch pierwszych rund Ligi Europy. Jest kraj, do którego chciałby pan pojechać?
- Łatwiej byłoby zorganizować taki wyjazd gdzieś bliżej, bo przecież taka Karaganda leży gdzieś w Azji. To z rozgrywkami Ligi Europejskiej nie powinno mieć wiele wspólnego. Powinniśmy skupić się na Europie. Jest to tak zrobione, że drużyny z Portugalii czy Hiszpanii nie mają możliwości pojechania na Daleki Wschód. Chciałbym, żeby się przekonali, czym jest wyprawa do Kazachstanu, gdzie leci się kilka czy wręcz kilkanaście godzin. Jeżeli los tak będzie chciał, że polecimy dalej i awansujemy, to niech tak będzie.
Zimą w Kamieniu panuje cisza i to pewnie znakomite miejsce do pracy. Latem też tak jest?
- Do naszej dyspozycji jest bardzo dobre boisko i to co w zimie: hala, odnowa, siłownia. Basen jest akurat nieczynny, więc jest mało osób, które mogłyby przyjść i hałasować. Nawet jeżeliby hałasowały, to i tak wszystko jest wyciszone. W pokojach mamy klimatyzację, a przy takich upałach to bardzo ważne, żeby zawodnicy mogli odpoczywać w dobrej temperaturze. Jedzenie też jest optymalne pod kątem sportowców. Tydzień ciężkiej pracy i wracamy do domu.
Piłkarze ciągle muszą się jeszcze uczyć pana filozofii?
- Zespół Ruchu nabył pewną kulturę pracy. Wiele rzeczy piłkarze robią już samoczynnie, automatycznie. Ćwiczenia są wykonywane na takiej intensywności, o jaką nam chodzi i nawet nie musimy o tym mówić. To nie wzięło się samo. To dziesiątki, a nawet i setki treningów, które zostały wpojone. Kiedy przychodzi do nas ktoś nowy, to musi minąć trochę czasu, żeby dołączył do pozostałych.
Wiadomo już, kto wyprowadzi drużynę na boisko na sobotnim sparingu z Niecieczą?
- Mamy jeszcze dwa dni i myślę, że dokonamy prawidłowego wyboru.
Jak będą wyglądały wybory?
- Są dwie możliwości. Albo ja dokonam wyboru albo zorganizujemy głosowanie, a ja będę miał większą liczbę głosów. Np. na 24 zawodników trener będzie miał 10 głosów. Nie no, oczywiście żartuję. Wszystko odbędzie się bezboleśnie i sprawnie.
Kapitan to dla pana ważna postać w drużynie?
- Bardzo ważna. Kapitan na boisku powinien być dobrym zawodnikiem, który w trudnych momentach pociągnie drużynę, a do tego postać w szatni, która potrafi być kapitanem także w trudnych sytuacjach. Musi umieć również dbać o interesy drużyny względem zarządu klubu.
Na zgrupowanie miał pojechać Rafał Stanisławski, ale z racji wielu napastników w kadrze, na obóz zabraliście obrońcę Michała Staszowskiego.
- Był pierwszym kandydatem z młodzieży do wyjazdu na zgrupowanie, ale gdy nałożyliśmy to na "papier", to wyszło czarno na białym, że z przodu byłoby multum zawodników, a z tyłu byłyby braki. Tutaj chodzi o kwestię przeprowadzenia treningów, na których muszę mieć obsadzone konkretne pozycje. Rafał to chłopak, który w dalszym ciągu jest w kręgu zainteresowania pierwszej kadry. Jak zwykle będą rotacje, młodzi zawodnicy będą się zmieniać.
Obok nas siedzą Maciej Sadlok i Pavel Sultes. Czy w drużynie Ruchu funkcjonują jeszcze chrzty dla nowych piłkarzy?
- No właśnie nie (wzdycha). Ja nie będę tym, który będzie o tym przypominał, bo to musi wyjść od drużyny. Ja uważam, że to fajny zwyczaj. Od razu było widać, kogo darzyli większą sympatią, kogo mniejszą, kto musiał uklęknąć po paru... klapsach (śmiech).
Znajduje pan czas na oglądanie meczów Euro 2012?
- Tak, to piękna impreza. Mam porównanie do tych wielkich imprez w Niemczech, w RPA i uważam, że stanęliśmy na wysokości zadania. U nas jest jeszcze lepiej niż było na poprzednich mistrzostwach. Oprawa całej imprezy, stadiony i poziom sportowy. Wszystko jest znakomite. Szkoda tylko, że Polska tak szybko odpadła.
Który mecz zrobił na panu największe wrażenie?
- Byłem pod ogromnym wrażeniem pierwszej połowy meczu Włochów z Chorwatami. Bardzo podobała mi się organizacja gry Włochów i w ofensywie i w defensywie. Spotkanie Danii z Portugalią też było bardzo ciekawe, Ronaldo pokazał w końcu, na co go stać.
Obserwuje pan mecze bardziej z perspektywy kibica czy trenera? A może udaje się to panu połączyć?
- Jeżeli ogląda się mecz tak sobie, to patrzy się na to, co dzieje się z piłką. W telewizji wszystkiego nie widać, ale ja zwracam uwagę na te miejsca, gdzie nie ma piłki. Obserwuję zachowanie zawodników, sposób rozwiązywania akcji w ofensywie, ruchy jakie wykonują, jak się zachowują po stracie piłki. Takie rzeczy mogą wiele nauczyć człowieka. Oglądanie meczu na stadionie to jednak całkiem inna bajka, bo wtedy widzimy całe boisko.
Zdarza się panu emocjonować, krzyczeć podczas meczów, chociażby reprezentacji Polski?
- Jak nasi grali, to chyba każdemu się zdarzało. Przeżywaliśmy to niesamowicie. Ja akurat pierwszy mecz z Grekami oglądałem na lotnisku w Faro w Portugalii. Siedzieliśmy w gronie Polaków, którzy dopingowali naszą drużynę. Czuliśmy się jak w jakimś pubie, wszystko dookoła było opanowane przez Polaków. Bardzo przeżywaliśmy ten mecz. Później byłem osobiście we Wrocławiu na spotkaniu z Czechami. Po tym spotkaniu, zwłaszcza po drugiej połowie, byliśmy rozgoryczeni. Wszyscy na stadionie byli smutni. Szkoda, że już nas nie ma na tych mistrzostwach.
Notował: Neo (Niebiescy.pl)