Siedzi się na niej jak w tramwaju. Przed laty groziło jej zamknięcie z powodu... wysokiej na pół metra góry papierosowych petów. Oparła się też fałszywemu atakowi bombowemu. Teraz ma kolejny problem, bo w czasie remontu za bardzo przycięto jej dach.
Krytej trybuny na Cichej może pozazdrościć Ruchowi cała piłkarska Polska. Doskonały widok, którego nie ograniczają żadne konstrukcje to wielka rzadkość na stadionach. - Nieraz słyszałem pytania naszych gości: "a jak to się trzyma?" - uśmiecha się Krzysztof Ziętek, dyrektor klubu.
A trzyma się już od 71 lat! Trybuna wymyślona przez konstruktorów z Ameryki stanęła na Cichej w 1936 roku. Była wtedy pierwszą trybuną krytą w Europie, zbudowaną bez słupów ograniczających pole widzenia. Kibice szybko docenili też jej inne zalety. Przede wszystkim znakomitą akustykę. Odgłos stóp uderzających o drewnianą konstrukcję do dziś przyprawia piłkarzy drużyn przeciwnych o szybsze bicie serca.
W 1993 roku trybunie groziło zamknięcie. Zaczęło się od telefonu amatora mocnych wrażeń, który podczas meczu Ruchu z Widzewem zadzwonił do sekretariatu z informacją, że pod krytą trybuną jest.... bomba! Chociaż informacja okazała się tylko głupim żartem, w rzeczywistości było jednak coś na rzeczy. W trakcie przeszukania trybuny odkryto bowiem, że pod siedziskami znajduje się z pół metra papierosowych petów, które przez kilkadziesiąt lat nawrzucali fani Ruchu, oraz są słomiane maty. - Kibice siedzieli jak na bombie. PZPN groził, że nam zamknie stadion - wspomina Krystian Rogala, ówczesny prezes klubu.
Remont został zrealizowany dzięki pieniądzom z transferów Romana Dąbrowskiego i Piotra Mosóra. - Poszło na to kilkadziesiąt miliardów starych złotych. Kibice nie chcieli zrozumieć, że remont może tyle kosztować. Oskarżali nas, że przepuściliśmy te pieniądze - dodaje Rogala. Po zakończeniu prac na Cichej można było się poczuć jak w prawdziwym... tramwaju. A to przez zamontowanie nowych tramwajowych siedzisk z chorzowskiego Konstalu.
Teraz przed wysłużoną krytą trybuną nowe wyzwanie - trzeba sprostać wymogom licencyjnym. Najważniejszy jest punkt o tysiącu miejsc pod dachem. Co ciekawe, nawet sami działacze nie są pewni liczby siedzisk. W zależności od pytanego słyszymy liczby od 750 do nawet 1035. Prawda jest taka, że miejsc było ponad 1000, ale dwa lata temu podczas remontu skrócono dach i cześć krzesełek jest już pod gołym niebem! - Bez obaw, członkowie Komisji Licencyjnej dokładnie policzą krzesełka i jestem pewny, że bez problemu zdamy ten test - uspokaja dyrektor Ziętek.
Do problemu matematycznie podeszły władze chorzowskiego MORiS-u, które wiedzą już, jak uporać się z liczbą brakujących krzeseł. Nowe siedziska zostaną zamontowane tuż za ostatnim rzędem, a przed kabinami dla dziennikarzy. Wymagany tysiąc ma też zostać uzupełniony krzesełkami w kabinach dla VIP-ów.
Problemy staną się przeszłością, gdy zostanie zadaszona trybuna znajdująca się naprzeciw krytej. Wiążące decyzje zapadną w połowie lipca. O pieniądze na remont będzie łatwiej, jeżeli Śląski stanie się gospodarzem spotkań Euro 2012, a Cicha przejmie wtedy rolę obiektu treningowego.
Na remont czeka też sama kryta, której konstrukcja również jest już mocno nadwyrężona, a jej stan zaniepokoił ostatnio inspektora nadzoru budowlanego.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice