- Gdybym rzeczywiście odszedł pół roku temu, to mówiliby, że
Rafał Grodzicki patrzy na pieniądze i odchodzi z Ruchu Chorzów, bo widzi złotówki. Tak się nie stało. Zostałem w tym klubie nie ze względu na to, że ktoś mnie nie chciał, ale ze względu na to, że mam tu wielu przyjaciół, a trenerowi zależało na zachowaniu składu. Dzisiaj w Ruchu są możni sponsorzy i Grodzicki odchodzi - mówi w rozmowie z serwisem Niebiescy.pl "Grodek", który dzisiaj podpisze 3-letni kontrakt ze Śląskiem Wrocław.
"W Ruchu można myśleć perspektywicznie. Szkoda byłoby to wszystko zostawiać" - tak powiedziałeś podczas naszej rozmowy w poprzednim tygodniu. Skąd nagle decyzja o opuszczeniu Cichej?
Rafał Grodzicki: - Decyzję o odejściu z Ruchu podjąłem już w poprzednim tygodniu po rozmowie z trenerem Waldemarem Fornalikiem i prezesem Dariuszem Smagorowiczem. Te cztery i pół roku było pełne wzlotów i upadków. W tym czasie wiele wydarzyło się także w moim prywatnym życiu. Wziąłem ślub, a w momencie, gdy zajęliśmy trzecie miejsce w lidze, urodziła mi się córka Maja. Poza tym dwa razy zagraliśmy w finale Pucharu Polski, a w minionym sezonie zdobyliśmy wicemistrzostwo Polski. Zdecydowałem, że pora coś zmienić w życiu. Wybrałem Śląsk Wrocław i mam nadzieję, że podjąłem dobrą decyzję, aczkolwiek okażę się to w praniu.
Wiem, że miałeś więcej ofert. Dlaczego akurat Śląsk?
- Zgadza się, miałem też kilka ofert z zagranicy. Generalnie wszystkimi sprawami zajmował się mój menedżer, Daniel Weber. Stwierdziłem, że fajnie będzie kontynuować trening, w którym bardzo dobrze się czuję. Mam na myśli szkołę doktora Wielkoszyńskiego. Trenerem Śląska jest Orest Lenczyk, z którym miałem już styczność w Bełchatowie. Poza tym Śląsk to mistrz Polski i będzie grał w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Istotne jest też dla mnie, że Wrocław nie jest jakoś mocno oddalony od Krakowa, gdzie ja i moja żona mamy najbliższych. Tym razem będziemy się musieli jednak przeprowadzić, bo nie wyobrażam sobie codziennych dojazdów na treningi do Wrocławia.
Jak trener Fornalik podchodzi do twojego odejścia?
- Rozmawiałem z trenerem tydzień temu. On jako pierwszy dowiedział się o mojej decyzji i doskonale zna całą sytuację. To było dla mnie bardzo ważne. Zostając w Chorzowie pół roku temu, tak naprawdę zrobiłem to głównie dla trenera. Teraz powiedziałem mu, czym się kieruję i myślę, że to zrozumiał. Sam był kiedyś piłkarzem i doskonale wie, jak to jest.
Ze Śląskiem związujesz się na trzy lata.
- Zależało mi na takim kontrakcie. To jedna z rzeczy, którą zapewnił mi Śląsk. Trzy lata to czas, który daje stabilizację i pozwala myśleć o przyszłości.
W Ruchu nie było szans na trzyletni kontrakt?
- Jakoś byśmy się dogadali w tej kwestii. Nie chcę mówić o warunkach, które zaproponował mi Ruch, ale były one bardzo dobre. Gdybym nie był już tyle lat w tym klubie, to pewnie bym na nie przystał.
Gdybyś nie grał w Ruchu przez prawie pięć lat, to byś jednak został?
- Nie do końca to miałem na myśli. Odchodzę z Ruchu tylko dlatego, że chcę spróbować czegoś nowego. Nawet nie do końca patrzałem na warunki, po prostu chciałem coś zmienić w życiu.
Pierwszy mecz Grodzickiego w Ruchu rozegrany w pełnym wymiarze czasowym. Korona Kielce 0:2 Ruch Chorzów, 08.03.2008 r.
Wróćmy na chwilę do 18 maja. "Super Express" napisał, że byłeś wtedy na testach medycznych we Wrocławiu, co od razu zdementowałeś w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". My też napisaliśmy (tutaj), że to mało prawdopodobne, bo tego dnia byliście na śniadaniu u prezydenta Chorzowa, popołudniu mieliście ostatni trening, a wieczorem spotkaliście się na zakończeniu sezonu. Tymczasem wczoraj "Sport" poinformował, że jednak przeszedłeś wtedy te badania. Jak to w końcu było?
- Śmiać mi się z tego chce. Praktycznie cały dzień spędziłem w Silesii (centrum handlowe w Katowicach - przyp. red.) z chłopakami z Krakowa, z którymi dojeżdżam na treningi. Po śniadaniu nie mieliśmy nic do roboty, później udaliśmy się na trening, a następnie na zakończenie. Tak ten dzień wyglądał. Nie mogłem być i tu i tam. Widocznie ktoś chciał narobić dużo szumu i to mu się udało. Po tym artykule było sporo niedomówień i różnych zapytań.
Testy medyczne jednak musiałeś przejść przed podpisaniem kontraktu.
- Oczywiście, odbyły się w późniejszym terminie. Nie powiem kiedy dokładnie, ale to już było w trakcie urlopu.
Spędziłeś w Ruchu 4 i pół roku. Jak je zapamiętasz?
- Były chwile bardzo udane, gdzie naprawdę było wesoło, ale były też momenty mniej pozytywne. W zasadzie był tylko jeden taki moment - prezentacja drużyny, na której wiele osób mnie wygwizdało. To była najmniej przyjemna rzecz, która mnie spotkała w Ruchu. Będę jednak pamiętał stąd tylko sukcesy, narodziny mojej córki połączone z zajęciem trzeciego miejsca w lidze, co świętowałem wspólnie z wieloma kibicami, oraz wicemistrzostwo. To najlepsze przygody, które przeżyłem w Ruchu. Będę je miał bardzo długo w sercu.
Wielu kibiców może teraz zareagować na twoje odejście podobnie jak pół roku temu, gdy byłeś bliski przejścia do Zagłębia Lubin.
- Pewnie będzie bardzo dużo takich kibiców. Powiem tak: gdybym rzeczywiście odszedł pół roku temu, o czym pisało już wiele gazet, to mówiliby, że Rafał Grodzicki patrzy na pieniądze i odchodzi z Ruchu Chorzów, bo widzi złotówki. Tak się nie stało. Zostałem na pół roku w tym klubie nie ze względu na to, że ktoś mnie nie chciał. Podjąłem decyzję o pozostaniu na Cichej i mogę zapewnić, że nie dostałem wcale dużej podwyżki. Zostałem ze względu na to, że mam tu wielu przyjaciół, a poza tym trenerowi zależało na tym, żeby zachować skład.
Teraz w Ruchu są możni sponsorzy i Grodzicki odchodzi, czyli jednak nie patrzy tylko i wyłącznie na kasę, tylko patrzy na to, żeby się jeszcze rozwinąć. Każda zmiana klubu to bodziec dla sportowca. Teraz będę miał jeszcze większe oczekiwania wobec siebie.
Rafał Grodzicki pełnił w chorzowskim Ruchu zaszczytną rolę kapitana drużyny.
Nie obawiasz się przyjęcia ze strony fanów "Niebieskich" podczas meczów Śląska z Ruchem?
- Nawet jeżeli mnie wygwizdają, to nie zmieni to tego, że ja w tym klubie zostawiłem wiele serca i przede wszystkim wiele zdrowia. Wiele razy wychodziłem na boisko z kontuzją. Robiłem to dla tego klubu, żeby odnosił sukcesy. Te 4 i pół roku zostanie nie tylko w mojej pamięci, ale i w sercu. Gdziekolwiek nie zagram przeciwko Ruchowi, czy to na Cichej czy na innym stadionie, zawsze będę miał wielki sentyment.
Liczę, że wielu kibiców spojrzy na to z innej perspektywy i nie będzie na mnie gwizdać. Może nawet zrozumieją mnie i będą mi bić brawo, jak w przypadku spotkań z niektórymi byłymi zawodnikami Ruchu. Zobaczymy... Niezależnie od tego, co kto powie i co zrobi, Ruch Chorzów będzie jednym z tych klubów, o których będę się wypowiadał z wielkim szacunkiem. Tym bardziej, że byłem kapitanem tej drużyny, a to jest wielki zaszczyt.
Masz swoją teorię na to, co się stało pół roku temu i co doprowadziło do gwizdów na prezentacji? Może za mało było od ciebie informacji o ewentualnym odejściu z klubu?
- Na pewno miało to wpływ. Najbardziej zdecydowało o tym chyba to, że nie było ze mną kontaktu, a później nie sprostowałem żadnej informacji o mnie. Zastanawiałem się ostatnio nad tym, dlaczego jeżeli miałem telefon z jakiegoś klubu, za każdym razem to wychodziło. Dużo się słyszy o ofertach dla Arka Piecha, Maćka Jankowskiego czy Marka Zieńczuka, ale nie pojawiają się żadne dziwne informacje na ich temat.
Zapomniałem już jednak o całej sprawie sprzed pół roku, bo po całym zamieszaniu i wygwizdaniu przez kibiców, miałem najlepszą rundę w mojej przygodzie w ekstraklasie. Pozytywnie to na mnie wpłynęło, byłem bardzo zmobilizowany. Takie rzeczy powodują złość sportową, a ona może pomóc w rozgrywaniu meczów.
Ostatniego gola "Grodek" strzelił dla "Niebieskich" z rzutu karnego w meczu z Wisłą Kraków - 25.03.2012 r.
Żałujesz, że pół roku temu niczego nie sprostowałeś?
- Żałuję, ale z drugiej strony chyba wszyscy na tym skorzystaliśmy. Ruch zdobył wicemistrzostwo Polski i grał bardzo dobrze. Pamiętam słowa trenera przed tą rundą: Grodek, tylko i wyłącznie wyniki mogą cię wybronić. Moja gra chyba była niezła i wiele osób może nie wybaczyło, ale zapomniało o tej całej sprawie. Pewnie jest dużo ludzi, którzy źle mi życzą i chcą, żebym odszedł z tego klubu, ale pewnie też sporo kibiców chciałoby, żebym został. Takie jest jednak życie piłkarza, że co jakiś czas trzeba zmienić klub.
Chciałbyś coś powiedzieć kibicom na koniec?
- Chcę podziękować za doping w trakcie tych czterech i pół roku. Jesteście jedną z najlepszych ekip w Polsce i w Europie, co pokazaliście na Austrii Wiedeń. Życzyłbym sobie takich kibiców na wszystkich stadionach. Mam nadzieję, że mimo wszystko będziecie myśleli o mnie pozytywnie i będziecie się ciepło wypowiadali na mój temat. Myślę, że jeszcze nie raz pojawię się na Cichej, bo mam tam wielu przyjaciół.
Rozmawiał: Neo (Niebiescy.pl)