Ma na swoim koncie mistrzostwo Polski z Widzewem Łódź oraz Puchar Polski z Dyskobolią Grodzisk Wielkopolski, a w barwach Ruchu Chorzów rozegrał 68 spotkań i strzelił 8 bramek. Marcin Zając na swoje ostatnie pół roku na Cichej został przesunięty do Młodej Ekstraklasy, a dziś nie ukrywa swoich pretensji do chorzowskich działaczy. Poniżej prezentujemy fragment wywiadu, którego 37-letni piłkarz, występujący obecnie w... IV-ligowej drużynie Sorento Zadębie Skierniewice, udzielił portalowi weszlo.com.
Jak pan odchodził z Ruchu, to Mariusz Śrutwa, mniejszościowy akcjonariusz klubu, mówił: W ekstraklasie nikt już go nie pozyska. Pokazał, że nie ma ambicji.
Marcin Zając: - Pff, Śrutwa... Dla mnie to żaden autorytet. Niech będzie sobie tym akcjonariuszem, ja też mogę być. Odpowiadam: nieprawda, miałem ambicje! Na co innego umawiałem się jednak z działaczami w grudniu, a co innego usłyszałem w styczniu. Chcieli się mnie pozbyć, ale jak mnie w końcu o tym poinformowali, to było już za późno na szukanie nowego klubu. Postanowili się więc odegrać, przez pół roku byłem przez nich nieładnie traktowany.
Zaczęto panem pomiatać, gardzić i trafił pan do Młodej Ekstraklasy.
- To prawda. W każdym klubie, w którym jest konflikt na linii działacze-piłkarz, powtarza się ta sama sytuacja. Tak było w Polonii Warszawa, kilku innych miejscach, też w Ruchu. Niech każdy sam sobie odpowie, czy takie zachowanie klubu jest w porządku. Słyszałem, że Polski Związek Piłkarzy ma nad tą kwestią poważnie się zastanowić. Po to podpisuje się te kontrakty, żeby je respektowano, a jeśli chce się coś zmienić, to można przecież porozmawiać po ludzku. A tak, zawodnik, który przez piętnaście lat grał w ekstraklasie, przez pół roku nie może trenować z pierwszym zespołem i rozgrywać jakichkolwiek spotkań.
Każdy widział, co podpisywał. Nikt nie był niewidomy, nikt nie był do niczego zmuszany...
- Odnoszę wrażenie, że w takich sytuacjach media winią piłkarzy. Najczęściej jest jednak tak, że jak zawodnik przestaje pasować klubowi, to jest oczerniany w prasie. Trochę to nieładne. Można usiąść, porozmawiać, poszukać pomyślnego dla obu stron rozwiązania. Zamiast tego, klub przestaje płacić, mówi: jak się zrzekniesz zaległości, to puścimy cię za darmo. To śmieszne.
Jak Ruch był w potrzebie, w bardzo trudnej sytuacji finansowej, to pan uparcie trzymał się swojego, najwyższego w drużynie kontraktu. To spojrzenie kibiców.
- Podejrzewam, że chodzi o renegocjację umowy. Nigdy mi takiej propozycji nie złożono.
Mówiło się, że popadł pan w konflikt z trenerem Bogusławem Pietrzakiem.
- Niczego takiego sobie nie przypominam. Chyba, że to on miał jakiś problem ze mną.
źródło: Weszlo.com / Niebiescy.pl