Ostatni mecz sezonu 2011/12 Ruch Chorzów rozegrał na własnym stadionie z Lechią Gdańsk. Pod znakiem zapytania stała możliwość uczestnictwa kibiców "Niebieskich" w tym spotkaniu z powodu kary nałożonej za derby. Na szczęście została ona zawieszona i spotkanie, w którym rozstrzygnęła się kwestia mistrzostwa Polski, mogło obejrzeć
7.600 widzów. Zainteresowanie meczem było dużo większe, ale bilety szybko znalazły swoich nabywców i dużo chorzowskich fanów mecz musiało spędzić pod stadionem albo przez telewizorami.
Na Cichej 6 najważniejsze spotkanie sezonu obejrzał zetem komplet widzów przy ograniczonej publice. Od tego meczu oraz od wyniku spotkania Wisły ze Śląskiem zależało, czy "Niebiescy" po 23 latach znów sięgną po mistrzowski tytuł. Piłkarze oraz kibice wywiązywali się ze swoich zadań w 100%. Zawodnicy wygrywali, a kibice głośnym dopingiem zagrzewali ich do walki.
W całym przedstawieniu zabrakło jedynie godnie wywieszonych flag przyozdabiających chorzowski stadion. Konstrukcja, na której dotychczas wywieszane były flagi, została zlikwidowana
bez wiedzy kibiców przez MORiS, który jest zarządcą obiektu i po naciskach policji utrudnił życie sympatykom. Po tym, jak półtora roku temu na stadionie ścięto płoty, kibice
dwukrotnie musieli zakupić materiały (już raz zostały wyrzucone ze stadionu) łącznie za prawie dwa tysiące złotych i stworzyli konstrukcję, na której mogli normalnie powiesić swoje fany. Szkoda, że teraz znowu ktoś robi im pod górkę, nawet ich o tym wcześniej nie informując...
Na płotach, a dokładniej na płotkach pojawiło się jednak
11 flag: "P /R\ F", "NRŚL", "Radlin", "Zawiercie", "Ruch Chorzów", "Niebieskie Katowice", "19/R\20", herb, "FC Ireland", "19 [E] 68" (Elany), "Łódzki Widzew & Ruch Chorzów" oraz mała fanka Atletico.
Przed meczem kibiców przywitał Bogdan Kalus, który okazyjnie wcielił się w rolę spikera na Cichej, prowadząc z kibicami doping na dwie strony. Po stadionie niosło się "Wielka, wielka, wielka", na co fani Ruchu odpowiadali "Niebieska eRka" oraz "Kto wygra mecz? Ruch!". Kibice nie zapomnieli o legendzie chorzowskiego klubu Gerardzie Cieśliku, który niedawno obchodził swoje 85 urodziny. Fani "Niebieskich" odśpiewali z tej okazji głośne "Sto lat!".
W trakcie dopingu dobrze wychodziła "Szkocja" oraz śpiewy na dwie strony z sektorem 10. Po strzelonych szybko dwóch bramkach stadion szalał z radości. Kibice w napięciu śledzili również przebieg spotkania w Krakowie, licząc na potknięcie Śląska.
Do dopingu na Cichej dołączał cały stadion, co dawało znakomity efekt. Kibice zgromadzeni w młynie bawili się w najlepsze bez koszulek. W repertuarze "Niebieskich" nie zabrakło pozdrowień dla Widzewa Łódź, Elany Toruń, Slovana Bratysława, Atletico Madryt oraz dla kibiców przebywających za kratami, intonując do tego "Zawsze wierni i oddani po kres życia Psycho Fani" oraz "zawsze i wszędzie...".
Z powodu ograniczonej publiczności oraz zamkniętego sektora gości na stadionie nie pojawili się kibice gdańskiej Lechii. Brak gości zawsze obniża atrakcyjność meczu. Tymczasem chorzowscy kibice w nerwach oczekiwali na rozstrzygnięcie swojego meczu oraz spotkania Wisły ze Śląskiem Wrocław. W doliczonym czasie gry w oknie w hotelu przy stadionie odpalona została raca. Chwilę później spotkanie zakończyło się wygraną Ruchu 2:1. Już po końcowym gwizdku dotarła do Chorzowa informacja, że Śląsk wygrał 1:0 i pozostało nam cieszyć się z wicemistrzostwa.
Każdy w tej chwili czuł ogromny niedosyt, każdy żałował straconych punktów w meczach z Podbeskidziem czy ŁKS-em. Ale cóż, nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Przed rozpoczęciem sezonu nikt nawet nie przypuszczał, że Ruch zajmie 2 miejsce w tabeli i znów będziemy grali w europejskich pucharach. Tym niemniej Oscar należy się za reżyserię spotkania Wisły ze Śląskiem oraz za znakomitą grę aktorską...
Po meczu na stadionie zorganizowana została feta. Czas do przyjścia piłkarzy, którzy już w szatni rozpoczęli oblewanie sukcesu, umilał zespół muzyczny oraz Bogdan Kalus. Chwilę później piłkarze wyposażeni w race w towarzystwie kibiców przemknęli za sektorem gości, skąd spod zegara ze śpiewem na ustach i odpalonymi racami przywitali zgromadzonych pod sceną kibiców.
Radości i dobrej zabawy nie było końca. Po kolei piłkarze byli zapraszani na scenę, gdzie byli oklaskiwani i śpiewali wspólnie z fanami. Euforia sięgała zenitu, piłkarze ze sceny wskakiwali w tłum, gdzie byli noszeni na rękach. Kapitan drużyny Rafał Grodzicki co chwila oblewał wszystkich szampanem, Arek Piech dobrze bawił się odpalając racę, a trener Waldemar Fornalik szczęśliwy stał oblany szampanem w koszulce "Waldek King". Ciekawe, jaka zabawa panowałaby w Chorzowie i innych miastach po zdobyciu mistrzowskiego tytułu... Po zaprezentowaniu naszych wicemistrzów na scenie odpalone zostały race oraz wystrzelone konfetti, a chwilę później nad stadionem strzelały fajerwerki. Zabawa na płycie boiska trwała jeszcze bardzo długo...
Ogromny niedosyt jednak pozostaje... W przyszłym sezonie znowu zaśpiewamy głośno: "Ruchu, Ruchu, Ruchu Ty 14 Mistrzów masz, Ruchu, Ruchu, Ruchu na 15 nadszedł czas".
Wielkie podziękowania należą się piłkarzom oraz trenerowi Waldemarowi Fornalikowi za ogrom pracy, zaangażowania i wysiłku, które spowodowały, że jesteśmy wicemistrzem i gramy w europejskich pucharach. Na początku sezonu nikt nawet nie wyobrażał sobie, że możemy tak wysoko zajść. Tak więc nowe możliwości i szanse przed nami. Piłkarze niech walczą w lidze europejskiej, a w nowym sezonie o mistrza, zaś my kibice pokażmy się z jak najlepszej strony na meczach u siebie oraz przede wszystkim na wyjazdach w lidze europejskiej oraz Ekstraklasie!
źródło: Niebiescy.pl