Ostatni mecz w sezonie Ruch rozegra z Lechią Gdańsk, a więc macierzystym klubem Marka Zieńczuka. Zawodnik "wychował" się w klubie z Trójmiasta i powrócił do niego po latach, w 2010 roku. Ale w Gdańsku zakotwiczył jedynie na moment, notując 3 występy w ekstraklasie, po czym przeprowadził się na Śląsk. - Z dużym sentymentem wspominam swoje wcześniejsze występy w Gdańsku, bo grałem tam jako nastolatek. Przez 11 lat trenowałem w tym mieście. Powrót po latach do Lechii nie był dla mnie dobry, to fakt, ale nie mam teraz do nikogo z Lechii żalu - zaznacza "Zieniu". - Cieszę się, że zespół utrzymał się w ekstraklasie. Życzę im jak najlepiej. Przeciwko nam biało-zieloni na pewno zagrają na luzie, więc nie będzie łatwo - dodaje.
Pomocnik Ruchu przyznaje, że przed decydującym dla układu tabeli meczem Wisła-Śląsk kontaktuje się z kolegami, których poznał grając w barwach Wisły Kraków. - Muszę zadzwonić przede wszystkim do „Sobola" (Radosława Sobolewskiego - przyp. red.) i go podkręcić. Jestem jednak przekonany, że wbrew temu, co się mówi, wiślacy nie odpuszczą tego spotkania - twierdzi Zieńczuk w rozmowie z "Przeglądem Sportowym".
źródło: Przegląd Sportowy/Niebiescy.pl