- Jeżeli klub odpowie mi, co zamierza zrobić i jakie działania podejmie w celu poprawy bezpieczeństwa na stadionie podczas najbliższego spotkania, to wtedy będę mógł zmienić decyzję - mówi prezydent Chorzowa, Andrzej Kotala.
Po wydarzeniach, jakie miały miejsca podczas Wielkich Derbów Śląska Ekstraklasa SA zamknęła większą część chorzowskiego stadionu, ale pozostawiła otwartą Trybunę Główną oraz sektor rodzinny. Ogromne zdziwienie wywołała później decyzja prezydenta Kotali, który zamknął także te trybuny, przez co spotkanie z ŁKS-em mogło zobaczyć tylko 199 osób.
- Po protokole, który policja spisała po Wielkich Derbach Śląska i po wnioskach, jakie wyciągnęła, ja miałem dwie możliwości. Policja chciała całkowitego zamknięcia stadionu, by w ogóle nie można było rozgrywać na nim meczów. Udało mi się ich jednak nakłonić, żeby nie zamykać stadionu, ale niestety musiałem zmienić decyzję co do imprezy masowej w spotkaniu z ŁKS-em. To nie jest moja zła wola ani moje widzimisię, po prostu tak wynika z ustawy. Byłem zmuszony taką decyzję podjąć - tłumaczy Andrzej Kotala.
Prezydent Chorzowa zapewnił, że istnieje szansa, by mecz z Lechią mogło zobaczyć więcej widzów. - Jeżeli klub odpowie mi na pismo, co zamierza zrobić i jakie działania podejmie w celu poprawy bezpieczeństwa na stadionie podczas najbliższego spotkania, to wtedy będę mógł zmienić decyzję. Na razie nie miałem do tego żadnych podstaw, bo odpowiedzi, które dostałem od organizatora i właściciela obiektu, nie mogły spowodować, że ja przejdę nad tym do porządku dziennego - informuje.
- Mówiąc wprost, do zmiany decyzji muszę mieć jakiekolwiek "podkładki". Nikt nie weźmie na siebie odpowiedzialności. Gdyby coś się stało, to prokurator mnie pociągnąłby do odpowiedzialności za niedopełnienie obowiązków służbowych - zaznacza prezydent Andrzej Kotala.
źródło: Niebiescy.pl