Trzy lata kibice "Niebieskich" czekali na finał Pucharu Polski po przegranej 0:1 z Lechem Poznań na Stadionie Śląskim. Tym razem po wyczerpującej i emocjonującej rywalizacji pucharowej piłkarze Ruchu Chorzów w finale zmierzyli się ze stołeczną Legią.
Organizacja tegorocznego finału przysparzała wielu problemów, z których najważniejszym było to, gdzie ten mecz w ogóle zostanie rozegrany. Nowy Stadion Narodowy w Warszawie się nie nadawał, więc na myśl nasuwa się pytanie, jakim cudem mają być tam rozgrywane mecze Euro 2012. Wybór obiektu zastępczego także nie był taki łatwy, ostatecznie wybrano Stadion Miejski w Kielcach, gdzie na co dzień swoje mecze rozgrywa Korona.
Kolejnym problemem była możliwość uczestnictwa w meczu kibiców chorzowskiego Ruchu, którym chciano utrudnić to po wydarzeniach derbowych. Na szczęście finał odbył się z udziałem fanów obu drużyn, którzy otrzymali po
3.100 biletów w astronomicznej cenie
60 zł. Jak widać, władze PZPN po raz kolejny chciały zarobić jak najwięcej jak najmniejszym kosztem, żerując na kibicach.
Wracając do organizacji wyjazdu w szeregach "Niebieskich"... Już od zwycięstwa w rzutach karnych z krakowską Wisłą w półfinale fanatycy Niebieskiej eRki mocno mobilizowali się na wyjazd do Kielc. Jedyną przeszkodą była decyzja, czy dane nam będzie pojechać tam po derbach, jednak wszystko potoczyło się po naszej myśli. Również Legia, na której wisiał zakaz wyjazdowy za poprzedni finał mogła zjawić się na meczu, bo została wylosowana jako... gospodarz.
"Dzielna polska policja" bardzo starała się, by zabrakło nas w finale, ale w
czwartek około godziny 14 dotarła do nas informacja, że jedziemy. Od piątku zapisy ruszyły pełną parą i przez cztery dni sprzedaży chętnych nie brakowało, pomimo wysokiej ceny wyjazdu, bo aż
130 zł.
Na finał do Kielc kibice Ruchu udali się 2 pociągami specjalnymi, które wyjeżdżały z Chorzowa Batorego. Zbiórki zaplanowano na godzinę
11:00 i na
11:30 w zależności od tego, kto w jakim pociągu jechał, co ułatwiały otrzymane przy kupnie biletu białe i niebieskie opaski. Pociągi z odpowiednich zbiórek wyjeżdżały 30 minut później. Część kibiców, która nie mogła wyruszyć pociągami z powodu pracy, szkoły itd. udała się transportem kołowym.
Kilka minut po godz. 14 pierwszy pociąg z kibicami "Niebieskich" dojechał do Kielc, skąd autobusami przetransportowani zostali pod stadion, gdzie zameldowali się około
14:40. Około 15:30 pod stadion dojechali kibice z drugiego pociągu. W międzyczasie pojawiały się także grupy zmotoryzowane. Od tego momentu kibice Ruchu powoli zaczęli zajmować miejsca na stadionie i do rozpoczęcia spotkania praktycznie wszyscy kibice chorzowskiego Ruchu obecni byli na sektorze w okazjonalnych niebieskich koszulkach z motywem
"Blue Life".
Ostatecznie w Kielcach zameldowało się
3.300 kibiców "Niebieskich" obecnych w wytyczonych sektorach oraz w sektorach neutralnych. Fanów chorzowskiego Ruchu wspierało
190 Widzewiaków, 60 kibiców Slovanu Bratysława (w tym kilku sympatyków Zbrojovki Brno), około
20 Elanowców oraz delegacja Igloopolu Dębica. Na stadionie licznie stawił się także świętokrzyski FC Ruchu ze
Staszowa z 3 flagami.
Sektory Ruchu podczas meczu przyozdobiło
19 flag, w tym m.in. "Ruch Chorzów", "P /R\ F", "RUCH", "Wielkie Hajduki", "19 /R\ 20", "Myszków" (debiut), "Łódzki Widzew & Chorzowski Ruch", "Zawiercie", "Radlin", "FCD", "FC Ireland", "Chropaczów on touR", "19 [E] 68" (Elany), "Devinsky Masaker", "Hooligans" (obie Slovana), "Staszów", "Tylko Pogoń" (Pogoni Staszów) oraz baner "Waldek King". Dodatkowo zawisło kilka małych fanek Górnego Śląska oraz mała flaga Łodzi.
Przed meczem nastąpiła pierwsza mała wymiana "uprzejmości" z sektorem "Legionistów". Z naszej strony usłyszeli, kim jest Legia oraz co sądzimy o ich matkach ;)
Podczas odegrania
Mazurka Dąbrowskiego część kibiców Ruchu śpiewała, część stała w milczeniu, a większość biła brawo, po czym wszyscy głośno krzyknęli
"GÓRNY ŚLONSK!", akcentując naszą mocną przynależność i miłość do regionu.
Od pierwszych minut w sektorach zajmowanych przez Ruch rozpoczął się pokaz możliwości wokalnych, które były na całkiem przyzwoitym poziomie z naprawdę konkretnymi momentami. Legia również z dobrym dopingiem, jednak z perspektywy sektorów neutralnych prezentowała się wokalnie słabiej niż fanatycy Niebieskiej eRki.
"Legioniści" na początku spotkania rozwinęli transparenty
"Obrońcy Pucharu" oraz odpalili pirotechnikę, bengale czerwone i białe, ognie wrocławskie, petardy hukowe oraz świece dymne w barwach klubu. Część pirotechniki wylądowała na murawie, jednak mecz nie został przerwany. Sektor gości przyozdobiło kilkanaście flag, w tym m.in. "Wielkie Księstwo Warszawskie", "Żyleta jest zawsze z wami", "Legia", "Warriors", "Nieznani sprawcy", "A melanż trwa" oraz herb.
Pomimo szybko straconej bramki kibice Ruchu nie odpuścili i nadal głośno wspierali swoich piłkarzy. Przyśpiewka "Więc wstań do góry głowę wznieś" robiła ogromne wrażenie. Równie głośno brzmiało "W pewnym śląskim mieście przy ulicy Cichej 6..." oraz "Ruchu nasz ukochany...". Do końca pierwszej polowy doping "Niebieskich" nie ustawał. Nawet przy stanie 2:0 dla Legi niosło się głośne "Niebiescy hej!".
W drugiej połowie w sektorze zajmowanym przez kibiców Ruchu pojawił się transparent
"Bo gryfnie jest paczeć jak chłopcy w bal grajom i walczom o berło, korona i tron" z motywem lwów po bokach i herbu połączonego ze starą futbolówką na środku. Niestety, reszta przygotowanej na ten mecz oprawy nie została wpuszczona na stadion, więc została odpalona jedynie pirotechnika, która miała być dodatkiem do całości prezentacji. W sektorze Ruchu na tle rozwieszonego transparentu zostały odpalone race, stroboskopy, ognie wrocławskie oraz petardy hukowe.
Chwilę później "Legioniści" strzelili kolejna bramkę, podwyższając wynik na 3:0, co ożywiło atmosferę i doping fanów CWKS-u. Dziesięć minut później warszawianie po raz kolejny odpalili pirotechnikę. Tym razem odpalono też fajerwerki, które odbijały się i rozbłyskiwały pod dachem kieleckiego stadionu. Po tym "incydencie" mecz został przerwany, a przebywające na stadionie od początku spotkania wzmożone siły policji wkroczyły na sektory oraz pod płotki dzielące trybuny od boiska z obu stron stadionu. Z sektorów "Niebieskich" słychać głośne "PZPN, PZPN, je*ać, je*ać PZPN" oraz "Zawsze i wszędzie policja je*ana będzie". Jak inaczej można skwitować prowokacyjne zachowanie i pokazówkę siły przez służby mundurowe? Skoro piłka nożna jest dla kibiców, to stadiony są nasze i panują na nich nasze zasady w myśl hasła
Against Modern Ultras.
Wynik meczu był już przesądzony, ale nie gasił zapału kibiców Ruchu do głośnego dopingu i dobrej zabawy. Przez sektory przejechała niebieska ciuchcia, a chwilę później "Niebiescy" kontynuowali doping bez koszulek, które chwilę później wzniesione w górę posłużyły za element oprawy.
Po zakończeniu meczu piłkarze podziękowali kibicom za wsparcie. Pomimo przegranej kibice odwdzięczyli się głośnym dopingiem za sam awans do finału Pucharu Polski. Zawodnicy doceniając ten gest rzucili koszulki w trybuny. Niektórzy kibice byli tak zdeterminowani, by złapać meczową koszulkę, że wyskakiwali z sektora murawę ;)
Części chorzowskich kibiców nie opuszał dobry humor, o czym mogli przekonać się stadionowi stewardzi. Kilku kibiców Slovana oraz Ruchu postanowiło zrobić pamiątkowe zdjęcie pewnej
rudowłosej stewardessie. Fakt ten tak onieśmielił dziewczynę, że zaczerwieniona uciekła z miejsca pracy. Kolejnym stewardem, który nie wytrzymał z uciążliwymi kibicami był tzw.
"Grzywka", który po telefonie, że dostał angaż w kolejnej części "Króla Lwa" również zniknął spod sektora ;)
Podczas wręczania trofeum kibice Ruchu zaczęli opuszczać stadion i udali się do autobusów miejskich, którymi zostali po kilkudziesięciu minutach przewiezieni na dworzec. Również w pociągach humor nie opuszczał podróżujących, którym czas umilały śpiewające oddziały gruponów stadionowych. Podczas podróży wymyślony został cały repertuar piosenek, który wystarczyłby na nagranie płyty. I tak po pociągu niosło się "Grupon jest nasz, bo Grupon do nas należy..." czy też "Grupon Nasz ukochany...". Postój w Zawierciu się przedłużył, a kibice Ruchu i Slovana w asyście pirotechniki śpiewali wspólnie przez kilkadziesiąt minut. Kolejny przystanek w Katowicach nie trwał już tak długo, ale i tu została odpalona pirotechnika i odśpiewano kilka piosenek.
Wyprawa po puchar zakończyła się fiaskiem, a kibice wrócili do Chorzowa przed
1:00 (pierwszy pociąg) oraz o
1:30 (drugi pociąg). Nie udało się zdobyć pucharu, ale nadal walczymy o mistrzostwo!
Dziękujemy wszystkim za wsparcie i do zobaczenia na kibicowskim szlaku!
źródło: Niebiescy.pl