- Jesteśmy mocni psychicznie. Zagraliśmy niedawno dwa bardzo trudne mecze. W Warszawie był to tzw. mecz do jednej bramki. Gdyby to Ruch wcześniej strzelił gola, to myślę, że udałoby nam się tam wygrać. Za chwileczkę mamy bardzo trudny mecz nie tylko pod względem fizycznym, ale i psychicznym - 120 minut i rzuty karne na Wiśle Kraków. Ta umiejętność zmobilizowania się jest bardzo ważnym symptomem przed meczem z Górnikiem - mówi dyrektor sportowy "Niebieskich", Mirosław Mosór.
Które Wielkie Derby Śląska najbardziej zapadły panu w pamięci?
Mirosław Mosór: - Trudno nie wspomnieć o derbach z 1989 roku, po których tak naprawdę zaczęliśmy kroczyć po tytuł mistrza Polski. Może coś tu jest znamiennego? (śmiech) Jeżeli dobrze pamiętam, to tamte derby były na cztery kolejki przed końcem, te są na pięć. Mam nadzieję, że jest tutaj jakaś analogia. Później, będąc już po drugiej stronie, najmilej wspominam pierwsze Wielkie Derby Śląska, które odbyły się na Stadionie Śląskim. Drużyny ligowe po długiej przerwie przyciągnęły na trybuny ponad 40 tysięcy widzów. To takie derby, które zapadają w pamięć, ale oczywiście każde są elektryzujące bez względu na to, na którym miejscu w tabeli znajdują się obydwie drużyny. To mecz, do którego specjalnie nie trzeba mobilizować.
Co powoduje, że derby Ruchu z Górnikiem wzbudzają takie emocje?
- Otoczka przed meczami, ich zapowiedzi, historia obydwu klubów, liczba zdobytych tytułów, znakomitości, które wyszły z jednego i drugiego klubu, wielu reprezentantów Polski, wielu świetnych trenerów i piłkarzy. To powoduje, że te mecze są tak atrakcyjne. Cała otoczka wywołuje emocje, które udzielają się wszystkim, i widzom i piłkarzom. Ten dreszczyk jest tak duży, że tworzy wielkie widowiska.
Czy na Wielkie Derby Śląska wybierają się menedżerowie, którzy będą obserwować zawodników Ruchu?
- Jeżeli drużyna dobrze gra, to wzrasta zainteresowanie poszczególnymi zawodnikami. Paru się zapowiedziało i paru na pewno będzie. To nam towarzyszy już od początku rundy. Nie będę zdradzał, z jakich klubów przyjadą menedżerowie. Powiem tylko, że nie są to tylko obserwatorzy z konkretnych klubów, ale też z firm pracujących w tej branży.
West Ham United obserwuje jeszcze Macieja Jankowskiego?
- Od tej rundy nie było jakby sygnału z ich strony. Wiemy tylko, że było zainteresowanie i deklaracja, że pod koniec sezonu dadzą nam informację, czy chcą zaprosić do siebie Maćka na dłuższy czas. Będzie to już bardziej konkretne, a nie takie jak w rundzie jesiennej. Czekamy spokojnie.
Jak pan ocenia aktualną formę drużyny Ruchu?
- Jesteśmy mocni psychicznie. Zagraliśmy niedawno dwa bardzo trudne mecze. Oczywiście można powiedzieć, że ten wyjazd do Warszawy był niezbyt udany, bo nie przywieźliśmy punktów, ale patrząc na to z innej strony można stwierdzić, że był to tzw. mecz do jednej bramki. Gdyby to Ruch wcześniej strzelił gola, to myślę, że udałoby nam się tam wygrać. Niestety zrobiła to Legia. Za chwileczkę mamy bardzo trudny mecz nie tylko pod względem fizycznym, ale i psychicznym - 120 minut i rzuty karne na Wiśle Kraków. Ta umiejętność zmobilizowania się jest bardzo ważnym symptomem przed meczem z Górnikiem.
A jak to wygląda w przypadku Górnika?
- Górnik ostatnio bardzo regularnie punktuje. Jest drużyną solidną i poukładaną. Czeka nas naprawdę trudny pojedynek. Gramy u siebie i liczę, że kibice poniosą naszych piłkarzy. To, że Górnik Zabrze pokonał drużyny, które są w czołówce i pretendują do walki o mistrzostwo świadczy o tym, że to jest bardzo solidna drużyna. My też wiele drużyn pokonaliśmy, gramy u siebie i na pewno będziemy walczyli o zwycięstwo.
Faworytem Ruch?
- Tak, ja tutaj nie mogę nic innego powiedzieć (śmiech). Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że będzie to bardzo trudny mecz.
Pokusi się pan o wytypowanie wyniku?
- Bardzo rzadko się w to bawię, a jak już się bawię to zwykle nie trafiam, więc powiem tylko, że życzę sobie i naszym kibicom, żeby trzy punkty zostały na Cichej. Bardzo nam się przydadzą, bo nie składamy broni w walce o mistrzostwo Polski.
Rozmawiał: Neo (Niebiescy.pl)