Kolejny weekend, kolejna seria gier Ekstraklasy, a Ruch wciąż niepokonany. Chorzowianie mają prawo nie pamiętać już, kiedy ostatni raz ulegli rywalowi.
Od tego wydarzenia minęły bowiem aż 4 miesiące. 28 listopada pechowa porażka z Lechią w Gdańsku (0:1 po samobójczym golu Piotra Stawarczyka) rozpoczęła chlubną serię spotkań bez porażki. W dziewięciu rozegranych odtąd meczach Ruch zdobył 19 punktów i 16 bramek, tracąc jedynie 7. Takiego scenariusza nie spodziewali się przed startem rozgrywek chyba nawet najwięksi "niebiescy" optymiści.
Za tydzień, w Wielką Sobotę, piłkarze z Cichej staną przed szansą zrzucenia z fotelu lidera warszawskiej Legii. I to w stolicy, na Pepsi Arenie. Co ciekawe, jutro, 2 kwietnia, minie dokładnie rok od dnia, w którym Arek Piech ustrzelił na Łazienkowskiej hat-tricka. Cóż, najlepszy snajper Ruchu ma na "Wojskowych" patent, więc mile widziane było by uczczenie tej rocznicy. Zwłaszcza, że namaściłoby Ruch na bardzo poważnego pretendenta do mistrzowskiego tytułu. Ewentualna wygrana z Legią wytrąciłaby argumenty z rąk wszystkich, którzy ignorują i bagatelizują "Niebieskich" w walce o złoto.
Nie ma najmniejszego sensu rozważanie, na jakiej pozycji stałby dziś Ruch gdyby nie przegrał z Lechią, czy utrzymał - wydawałoby się pewne - prowadzenie z Podbeskidziem. Wszak każdy z zespołów z czołówki gubi punkty. Liczy się tylko tu i teraz. A "teraz" jest dla chorzowian bardzo korzystne - Legia zmuszona będzie zagrać bez dwóch prawych obrońców i środkowego pomocnika - za nadmiar "żółtek" pauzować będą Artur Jędrzejczyk, Jakub Rzeźniczak i Janusz Gol. Ruch będzie musiał sobie wprawdzie radzić bez Żeljko Djokicia, ale zarówno Igor Lewczuk, jak i Łukasz Burliga udowadniali, że są w stanie dobrze go zastąpić.
Tydzień temu napisałem, że nadszedł czas, aby piłkarze Ruchu udowodnili, że mają mentalność zwycięzców. Kilka godzin później chorzowianie rozprawili się z Wisłą, wczoraj złupili trzy punkty na boisku bez trawy w Łodzi. Po wygranej z Widzewem trener Fornalik przyznał, że rola faworytów dla wielu jego zawodników stanowi novum. Ale przecież sytuacja ta wcale nie musi pętać jego zawodnikom nóg; wprost przeciwnie - w obliczu szansy sprawienia ogromnej niespodzianki, może okazać się wielce motywująca.
Jak głosi wieść z Cichej, przed startem obecnego sezonu zawodnicy niebieskiej drużyny nie ustalili z działaczami premii za ewentualne mistrzostwo kraju. Szefowie klubu jednak się zreflektowali i o takowym bonusie mają rozmawiać po meczu na Łazienkowskiej. Oby było o czym...
Mayday