- Przez ostatnie kilkanaście lat Wisła nie była tak słaba, ale to jest ich problem. To jest problem inwestowania w zawodników z różnych krajów na świecie, którzy nigdy nie byli jakimiś wybijającymi się. Polacy, którzy grają w Ruchu, są solidnie przygotowani do rozgrywek i chcą się pokazać, byli przynajmniej o klasę lepsi od lepiej opłacanej Wisły - mówi były piłkarz "Niebieskich",
Mariusz Śrutwa, z którym porozmawialiśmy kilka minut po losowaniu Pucharu Polski.
Wynik losowania zgodny z przewidywaniami. Tzw. "ciepłe kulki"?
Mariusz Śrutwa: - Nie można tak mówić, choć gdy typowaliśmy w kawiarni klubowej przeciwnika Ruchu, to faworytem była Wisła. Chcąc zdobyć Puchar Polski, trzeba pokonać wszystkich. Obojętnie czy Legię, Wisłę czy Arkę. Oby to nie był ostatni nasz przeciwnik.
Kto będzie faworytem dwumeczu?
- Dla wielu tzw. fachowców faworytem dalej będzie Wisła. Natomiast po tym, co w niedzielę zaprezentował Ruch, na pewno mamy duże szanse na awans. Wiele będzie zależało od pierwszego meczu. Jeśli zagramy podobnie, dołożymy do tego więcej skuteczności i strzelimy więcej niż jedną bramkę, to można być spokojnym, że zagramy w finale.
Drugi mecz "Niebiescy" rozegrają na wyjeździe. To przywilej dla Wisły?
- Różnie to bywa. Zwykło się mówić, że lepiej grać drugi mecz u siebie, ale wiem, że w pucharach nawet jednobramkowa zaliczka czasami jest bardzo duża. Wychodząc na boisko z presją, że trzeba odrobić stratę i kiedy nie idzie, czas mija, jest 50-60 minuta i dalej mamy 0:0, to ten jeden gol jest ogromną zaliczką. Podejdźmy do tego spokojnie. Zagrajmy tak jak w niedzielę, strzelmy bramki, wygrajmy pierwsze spotkanie i to Wisła będzie musiała się później martwić, żeby nas pokonać w Krakowie.
Był pan zaskoczony tak dużą dominacją Ruchu w niedzielnym spotkaniu?
- Od dłuższego czasu nie widzieliśmy tutaj tak bezradnej Wisły. Wynik mógł być dużo wyższy. Wisła nie miała jakiejś stuprocentowej sytuacji, a Ruch miał przynajmniej cztery, pięć.
Przypomina pan sobie tak słabą Wisłę na Cichej?
- Chyba nie. Przez ostatnie kilkanaście lat Wisła nie była tak słaba, ale to jest ich problem. To jest problem inwestowania w zawodników z różnych krajów na świecie, którzy nigdy nie byli jakimiś wybijającymi się. Polacy, którzy grają w Ruchu, są solidnie przygotowani do rozgrywek i chcą się pokazać, byli przynajmniej o klasę lepsi od lepiej opłacanej Wisły. Goście nie stworzyli chyba żadnej sytuacji, po której mogliby zdobyć gola. W wielu momentach razili swoją bezradnością. Te czerwone kartki były podsumowaniem dominacji Ruchu na boisku.
Ruch to kandydat do mistrzostwa Polski?
- Zajmijmy się najbliższym meczem. Mamy Widzew, mamy Legię, mamy Wielkie Derby Śląska. Wygrajmy te spotkania, a dalekosiężne plany zostawmy z boku. Można tylko powiedzieć, jak niewiele brakuje, żeby być mistrzem Polski. Trochę normalności, dwóch-trzech piłkarzy i przy tak prowadzonym zespole mielibyśmy kilka punktów przewagi nad resztą. A tak, możemy spokojnie grać dalej i myśleć, co zrobić, żeby w przyszłym sezonie rzeczywiście już od samego początku być gdzieś w czubie.
Węglokoks daje tą normalność i stabilność?
- Oby Węglokoks był dłużej niż do końca tego sezonu. To jest zadanie dla wszystkich ludzi, którzy nad tym pracują w mieście, w klubie, jak również dla piłkarzy.
Rozmawiał: Neo (Niebiescy.pl)