Jeżeli pomysł, by większość meczów derbowych odbyło się w zbliżającym się sezonie na Stadionie Śląskim, został wprowadzony w życie, dobra wola musi być przede wszystkim na Cichej. Stadion Ruchu oddalony jest ledwie dwa kilometry od "Śląskiego". "Niebiescy" nie mieliby praktycznie żadnego problemu z dotarciem swoich kibiców na stadion. Jeżeli Ruch da sygnał, że jest poważnie zainteresowany grą na sąsiednim, znacznie większym obiekcie, wówczas z pewnością łatwiej będzie podjąć taką decyzję w Bytomiu czy Zabrzu.
Inna rzecz, że Ruch w dłuższej perspektywie może nie mieć wyboru. Stadion na Cichej nie posiada dziś podgrzewanej murawy, a to jeden z wymogów licencyjnych. I nic nie wskazuje na to, że taka inwestycja na stadionie Ruchu zostanie w najbliższym czasie wykonana. Miasto od dłuższego czasu mówi "nie". Na Stadionie Śląskim murawa ma zostać zainstalowana jeszcze tej jesieni.
Co innego gra na innym obiekcie z przymusu, co innego z przekonania. Często sami piłkarze twierdzą, że wolą "swój" obiekt, nawet jeżeli jest mniejszy i mało nowoczesny.
Grzegorz Bonk to piłkarz, który praktycznie całe życie spędził na Śląsku. Jest wychowankiem Górnika, obecnie gra w Ruchu, z którym świętował awans do ligi. Pytany, czy chciałby zagrać derby na Stadionie Śląskim, mówi zdecydowanie tak.
- Myśli pan, że piłkarze taki pomysł "kupią"?
- Jestem przekonany, że tak. Decyzja nie jest łatwa. Swój stadion, nawet mniejszy i mało komfortowy to zawsze atut. Zna się na nim każde źdźbło trawy, jest specyficzny klimat. Kibice gospodarzy na takim meczu są w zdecydowanej przewadze, a to naprawdę potrafi być dwunasty zawodnik. Dla piłkarza ważne też, by stadion był wypełniony ludźmi. Z drugiej strony - w obecnej sytuacji - głosuję za grą na Stadionie Śląskim obiema rękami.
- Dlaczego w obecnej sytuacji?
- Bo wiedzę jakie jest zapotrzebowanie na piłkę w Chorzowie, czy w Zabrzu. Moje życie toczy się pomiędzy tymi miastami. To co dzieje się na Cichej jest jakby z innej, dawno nie oglądanej bajki. W Zabrzu jest podobnie. Pięć lat temu miałbym wątpliwości, na mecze chodziło po 4-5 tysięcy ludzi. Dziś? Jeżeli na mecz z Bielskiem przyszło 12 tysięcy kibiców Ruchu, to ilu będzie chciało zobaczyć mecz z Górnikiem, czy nawet Polonią. 20 tysięcy? Tylko kibiców Ruchu.
- Czyli warto?
- Warto, jeżeli frekwencja przekroczy 25 tysięcy ludzi, a tego jestem pewien. Pewnie nikt nie wpadnie na pomysł, by bilety było po 50 złotych. Ilu kibiców Górnika wejdzie na Cichą? Tysiąc. Do Chorzowa przyjedzie ich dziesięć razy więcej. I dobrze, piłka jest dla ludzi. Oglądam w telewizji co dzieje się na meczach takiego Schalke z Dortmundem. U nas byłoby podobnie.
- I jest pan o kibiców spokojny?
- Na taki mecz przyjdą ludzie, którzy zwykle nie chodzą na mecze. Starsze osoby, z rodzinami, z czystej ciekawości, z racji wspomnień. Każdy z nas nasłuchał się jak to było przed laty. Jestem z Zabrza, cały czas wokół opowiadało się jakie to były mecze na Śląskim... Ja tak grałem kilka razy jako junior. Mógłbym to teraz przeżyć na własnej skórze.
- Myślę o kibicach bardziej emocjonalnie przeżywających mecze?
- Przecież oni bardzo się zmienili. W Zabrzu dziesiątki chłopaków po awansie Ruchu klepało mnie po plecach i mówili "w końcu będą derby". W Chorzowie też się na ten mecz cieszą. Odpukać, ale nie pamiętam kiedy ostatni raz na stadionie było niebezpiecznie. Jak znam kibiców to się dogadają. Czy to będzie Polonia, Ruch, Górnik czy Zagłębie. Przecież podcięliby gałąź, na której siedzą.
- Czyli?
- Gramy! Tak naprawdę wszystko w rękach i głowach działaczy oraz policji. Tylko trzeba to przygotować oraz wypromować. 30.000 ludzi taki mecz zobaczy na pewno.
źródło: Sport