Robert Kasperczyk (trener Podbeskidzia):
- Cztery stałe fragmenty gry i cztery bramki. Co prawda, Ruch Chorzów nie zdobył ich bezpośrednio, w tzw. pierwszym tempie, ale w ich następstwie padły gole. Odwzajemniliśmy się w drugiej połowie również dwoma stałymi fragmentami gry, perfekcyjnie wykonanymi przez Lirana Cohena. Stąd remis. Emocje bardzo duże, jeszcze nie ochłonęliśmy w szatni. Najwyższe słowa uznania dla zawodników za to, co zrobili w drugiej połowie. Jeżeli im należą się najwyższe słowa uznania, to szczególne należą się Markowi Sokołowskiemu, który został na boisku z kontuzją na tzw. słupa, a nie mieliśmy już zmiany. To przystoi na kapitana. Jestem zadowolony, ponieważ przegraliśmy ostatnio dwa razy z rzędu, nie zdobyliśmy żadnej bramki, a dzisiaj udało się tą niemoc przełamać. Mamy tą historyczną "trójkę" na przodzie, mamy 30 punktów. Jestem dumny ze swoich zawodników za to, co zrobili w drugiej połowie.
Waldemar Fornalik (trener Ruchu):
- Nie jesteśmy zadowoleni z tego wyniku, bo w pierwszej połowie zagraliśmy naprawdę dobrze i oprócz bramek mieliśmy sytuacje, które trzeba wykorzystywać. Teraz byśmy nie dyskutowali, dlaczego ten mecz zakończył się remisem. Ten remis de facto... może nie jest porażką, bo zawsze mamy jeden punkt, ale po tym, co się działo w pierwszej połowie, nie wyobrażałem sobie, że możemy zremisować. Popełniliśmy za proste bramki przy stałych fragmentach gry. Nie pamiętam, kiedy straciliśmy dwa gole w taki sposób. Do tego należy dodać sytuacje w pierwszej połowie, gdzie zawodnicy Podbeskidzie nie byli kryci. Jest to o tyle dziwne, że każdy wie za kogo odpowiada przy tym elemencie. Piłka pokazuje, że wynik 2:0 to jeszcze nie jest wynik. Dobrym wynikiem jest chyba 3:0, bo gdyby tak było po pierwszej połowie, to myślę, że ten mecz byśmy wygrali. Mogę być zadowolony z gry w pierwszej połowie, ale nie z niewykorzystanych sytuacji. Na pewno nie jesteśmy zadowoleni z tego jednego punktu.
źródło: Niebiescy.pl