No i stało się to, o co wszyscy się modliliśmy! Waldek "King" Fornalik podpisał nowy kontrakt z Niebieskimi! Wiele już zostało powiedziane w tym temacie, ja życzę Waldkowi wypełnienia tego kontraktu w lepszych, miejmy nadzieję, czasach dla Ruchu oraz kto wie czy nie podpisania następnego. Wtedy, kto wie, czy nie przejrzeliby na oczy ci działacze, którzy uważają, że lepiej wymienić trenera niż pół drużyny, hołubiąc nietykalnych, do czasu na szczęście, "gwiazdorów" pokroju Patryka Małeckiego. Mam nadzieję, że Waldek dla Ruchu stanie się tym czym stał się Guy Roux dla Auxerre czy Sir Alex Ferguson dla Manchesteru United!
Teraz możemy się skupić na kolejnych spotkaniach naszych ulubieńców, zwłaszcza, że mamy ku temu aż trzy okazje z rzędu. Po tych trzech spotkaniach powinno już być jasne prawie w stu procentach, czy idziemy na majstra, czy po Puchar Polski, czy liczymy na miejsce premiowane startem w Lidze Europejskiej. A może nawet po dublet?
W dalszym ciągu dziennikarze sportowi niespecjalnie liczą się z Ruchem (i Koroną żeby być sprawiedliwym), mówiąc i pisząc, że to przypadek i tylko chwila. Po wczorajszym zwycięstwie w Zdzieszowicach wielki tytuł w "PS": MĘKI GRACZY FORNALIKA! Może i tak, ale żeby oddać sprawiedliwość, każdy kto oglądał mecz Czarnych Koszul z Jagiellonią, przyzna, że to Jagiellonia przez długi okres gry była drużyną lepszą i gdyby nie fatalna postawa sędziego asystenta, pewnie strzeliłaby gola na 2:1 i mogło być "po herbacie" dla Polonii. W końcówce jednak i podopieczni Jacka Zielińskiego i Waldka "Kinga" wypunktowali swoich rywali niczym wytrawny bokser, który najpierw daje się wyszumieć przeciwnikowi, a potem zadaje cios za ciosem! Natomiast w "PS" po meczu poniedziałkowym tytuł brzmiał: MORDERCZY KWADRANS! Czyli co, równi i równiejsi?
Już w poprzednim artykule pisałem o tym, żeby się nie przejmować i robić swoje i jestem nadal tego zdania. Wygrajcie Niebiescy te trzy najbliższe mecze, być może wtedy dopiero przestanie się mówić o jakichkolwiek szansach Wisły Kraków na mistrzostwo Polski, bo dla mnie i Wisła i Lech już na nie szans nie mają żadnych! A czy ma je Ruch? Otóż wydaje mi się, że już najbliższa kolejka może wiele w tym temacie wyjaśnić. W Warszawie Derby, więc najlepszym dla nas wynikiem będzie remis, szczerze mówiąc Śląsk nie będzie miał łatwej przeprawy z Cracovią, jednak z sympatii dla trenera Lenczyka życzę mu przełamania złej passy. Korona gra w Gdańsku i tutaj liczyłbym na przełamanie się Lechii, bo w to, że Niebiescy pokonają Podbeskidzie wierzymy wszyscy, chociaż "Górale" tanio skóry nie sprzedadzą.
W tym momencie robi się już dość tłoczno w tabeli. W następnej kolejce gramy z Wisłą i pomimo tego, że kibicuję Michałowi Probierzowi, nie kibicuję Wiśle i dlatego nie wyobrażam sobie innego wyniku niż wygrana. Poza tym Śląsk gra w Poznaniu, a Korona podejmuje Polonię, więc ktoś punkty straci na 100 procent. A Legia, zapytasz Drogi Czytelniku..? A Legię zostawmy do Wielkiej Soboty... Dlaczego? Otóż pamiętam kilka ładnych już lat temu, kiedy Niebiescy grali w Wielką Sobotę o podobnej godzinie w Warszawie na Konwiktorskiej i wygrali 2:1, niedawno w Wielką Sobotę nasi ulubieńcy pokonali w Kielcach Koronę. Dlaczego teraz miało by być inaczej?
Martwią mnie natomiast dwie rzeczy. Dlaczego kiedy drużyna jest na miejscu medalowym i praktycznie rzecz biorąc w półfinale Pucharu Polski nadal nie ma kompletu na trybunach? Mam nadzieję, że ta sytuacja ulegnie diametralnie zmianie w najbliższej już kolejce. Druga rzecz, która chyba niestety się nie zmieni... Jeśli znajdziemy się w Europejskich Pucharach gdzie będziemy je grać? Na Śląsku jest tylko jeden stadion spełniający wymogi UEFA, ale czy wpuszczą nas do Gliwic? Dlaczego przy każdych wyborach kartą przetargową jest remont stadionu przy Cichej, a praktycznie z wyjątkiem kosmetyki nic się z nim nie robi? Nie mam pretensji do Pana Andrzeja Kotali, bo jest trochę za krótko na stanowisku, ale kto wie czy zdania nie zmienię za jakiś czas. Przecież Stadion Śląski jest inwestycją przeinwestowaną i to wielokrotnie, i z nim też nic nadal się nie dzieje. Trochę nie obchodzi kibiców piłki na Śląsku, że jakieś krokodyle miały za słaby uścisk szczęk, przecież ktoś powinien za taki stan rzeczy odpowiedzieć. A teraz zostaliśmy z ręką w nocniku. Ciekawe czy gdyby taka sytuacja miałaby miejsce w "normalnym" kraju też uszłoby to komuś płazem. Wracając do ewentualnej gry w rozgrywkach europejskich, czyżbyśmy mieli grać na najbliższym stadionie zaprzyjaźnionej drużyny, czyli na Vicente Calderon?
Z Niebieskim pozdrowieniem,
Bogdan Kalus.