Podobnie jak rok temu "Niebiescy" znowu zmierzyli się w Pucharze Polski z drużyną Ruchu Zdzieszowice. Jedyna różnica to szczebel rozgrywek. Poprzednio zmierzyliśmy się ze "Zdzichami" w 1/16 finału, a teraz w ćwierćfinale.
Początkowo działacze ze Zdzieszowic przyznali kibicom Ruchu jedynie 100 biletów, co jest kroplą w morzu potrzeb chorzowskich fanów. Negocjacje zatrzymały się na liczbie 200 wejściówek, które pomimo wysokiej jak na warunki oglądania meczu ceny - 25 złotych - w przeciągu niecałej godziny znalazły nabywców. Pewne było, że na spotkanie Pucharu Polski wybierze się znacznie większa grupa chorzowskich kibiców. Część osób niestety wystraszyła informacja na oficjalnej stronie, aby osoby bez biletów nie wybierały się na to spotkanie... Jednak My kibice Ruchu jesteśmy z drużyną zawsze i pomimo wszystko.
Zbiórka została zaplanowana na Cichej na środę na godz. 11:00, skąd około 1,5 godziny później w kierunku okolic Góry św. Anny samochodami oraz jednym autokarem wyjechało około 200 kibiców. Reszta fanów dojeżdżała później z faktu, że nie każdy wcześniej mógł się urwać z pracy lub szkoły, a mecz rozgrywany był dosyć wcześnie, bo o godzinie 15:00 w środku tygodnia. W Zdzieszowicach w sumie pojawiło się około
300 kibiców Ruchu, w tym
kilku Widzewiaków. Pomimo 200 przyznanych biletów część osób wcześniej zaopatrzyła się w wejściówki w kasach gospodarzy, a dodatkowo otrzymaliśmy jeszcze przed meczem 50 biletów. I tak, w pseudosektorze gości zasiadło około
260 "Niebieskich", a pozostałe
40 osób pozostało pod stadionem.
Na stadionie chorzowianie zajęli część prostej oraz łuk od strony klatki wywieszając
4 flagi: "P /R\ F", "19 /R\ 20", "R ŚL", "Radlin", małą fankę Górnego Śląska oraz baner "Waldek King".
Od początku spotkania fani "Niebieskich" prowadzili w miarę przyzwoity doping w porównaniu do gry piłkarzy, którzy od 10 do 74 minuty przegrywali 0:1. Niestety trzeba zauważyć fakt, że niektórzy kibice zachowywali się jak na turystycznej wycieczce z Groupona, skupiając się na dłubaniu słonecznika, a nie na głośnym dopingu, co na wyjeździe Ruchu Chorzów jest obowiązkiem. Pamiętajcie, że to My kibice jesteśmy wizytówką tego klubu i to na nas spoczywa obowiązek reprezentowania go jak najgodniej m.in. na wyjazdach.
Pomijając już tą kwestię, z sektora gości przez 90 minut rozchodził się dobry doping. W repertuarze nie zabrakło pozdrowień dla zgodowiczów z Elany Toruń i Widzewa Łódź oraz dla chłopaków przebywających za kratami. Również gospodarze mogli liczyć na dawkę "pozdrowień" z naszej strony, głównie ze względu na ich zamiłowanie do drużyny z Zabrza. Otoczenie stadionu, gdzie z jednej strony las a z drugiej pola, samo prosiło się wręcz o odśpiewanie "Co to za miasto? Co to za wieś? Ani podupić, ani co zjeść".
Sytuacja w meczu zmieniła się diametralnie od 74 minuty, kiedy piłkarze chorzowskiego Ruchu rozwiązali worek z bramkami, podwyższając co chwila wynik aż do stanu 1:4. Tym samym wielkie święto dla mieszkańców Gminy Krapkowice stało się ogromną klęską ich drużyny. Kilkudziesięcioosobowy młynek wyposażony w dwie flagi "Fanatycy z Koksu Stolicy" oraz "Brzościu" nie zdołał rozkręcić atmosfery na stadionie, która przesiąknięta była piknikami opuszczającymi stadion przed końcem spotkania, co skwitowane zostało "idźcie do domu, my nie powiemy nikomu".
Mecz pomimo słabej gry naszych piłkarzy zakończył się zwycięstwem 4:1. Na szczęście najważniejsze jest zwycięstwo, które uczczone było wspólnym śpiewem kibiców i piłkarzy "Niebieskich". Na wyrazy podziękowania zasłużył również trener chorzowskiej drużyny, który mógł usłyszeć "Każdy to powie Fornalik królem w Chorzowie" oraz głośne "Waldek Fornalik".
Klimatyczny wyjazd do Zdzieszowic można skwitować "Veni, Vidi, Vici". Rewanż już za tydzień 21 marca w Chorzowie.
źródło: Niebiescy.pl