Dla takich chwil, dla tej drużyny, dla takiego futbolu po prostu warto żyć! Tą dewizą kierowało się ponad 15 tysięcy kibiców, którzy przybyli na sobotnie spotkanie Ruchu Chorzów z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Był to ostatni mecz "Niebieskich" na drugoligowym froncie. Na trybunie pojawiło się kilku byłych zawodników, którzy w rundzie jesiennej odeszli z klubu. - Ruch zawsze będzie w moim sercu, był i jest częścią mojego życia. Zawsze chętnie będę tu wracał. Dużo lepiej smakuje awans do ekstraklasy, niż wygranie trzeciej ligi ze Zniczem Pruszków - opowiadał Jarosław Paśnik, były bramkarz ekipy z Chorzowa.
Przenieśmy się jednak na boisko. Tutaj mecz wyrównany był tylko do... 4 minuty. Kilka chwil po pierwszym gwizdku Artura Radziszewskiego w dobrej sytuacji strzeleckiej znalazł się Grzegorz Domżalski, jednak piłka nie trafiła w światło bramki. Goście odpowiedzieli strzałem z rzutu wolnego. Mocne uderzenie Łukasza Gorszkowa w pięknym stylu sparował Robert Mioduszewski. I to było na tyle, jeśli idzie o zagrożenie ze strony podopiecznych Krzysztofa Tochela. Uderzenie byłego gracza GKS-u Katowice podrażniło ambicje "Niebieskich", którzy przygotowali zabójczą kontrę. Piękne prostopadłe podanie "Małego" wykorzystał w 7. minucie Grażvydas Mikulenas i plasowanym strzałem pokonał Krzysztofa Michałowskiego (którego w swoim stylu wymanewrował). Nie bez winy był przy tej bramce nigeryjski obrońca z Bielska - Mike Mouzie, który wywrócił się na linii swojego pola karnego.
Duet Domżalski - Mikulenas jeszcze kilka razy napędził stracha graczom Podbeskidzia. W przeciągu 4 minut, Litwin znalazł się w 3 dogodnych sytuacjach do zdobycia gola. Bramek nie zdobył, ale przyjemnie oglądało się profesorskie podania w wykonaniu "Małego" (najlepszego bodaj piłkarza w tym spotkaniu). W międzyczasie serią zwodów próbował defensorów z Bielska oszukać Remigiusz Jezierski. Niestety pomysł spalił na panewce.
Kolejny przełom miał miejsce w 14. minucie. Michał Pulkowski podał na lewą stronę do Michała Osińskiego. Popularny "Osa" mając dużo miejsca przed sobą, zdecydował się na strzał z około 22 metrów. Z próby tej wyszła bramka "stadiony świata", którą pamiętać będą nie tylko strzelec, ale i większość kibiców.
Siedem minut później kolejną stuprocentową sytuację na podwyższenie wyniku miał Jezierski. Udało mu się położyć bramkarza, jednak z odległości 5 metrów nie trafił do pustej bramki.
W 28. minucie na strzał rozpaczy, po błędzie Wojciecha Grzyba zdecydował się Marcin Kocur, jednak "móc a chcieć" to dwa inne zjawiska.
"Do trzech razy sztuka" to chyba dewiza Remka Jezierskiego, który w końcu strzelił swojego gola. W 30. minucie, otrzymując prostopadłe podanie od jednego z partnerów trafił do bramki. Mógł być już hat-trick, ale jak sam napastnik mówi - "szykuję go na ekstraklasę".
W 33. minucie po błędzie Mioduszewskiego z 6 metrów do bramki nie trafił Marcin Kocur, przenosząc piłkę nad poprzeczką. Szczęście w tym momencie sprzyjało Ruchowi.
W drugiej połowie trener Wleciałowski postanowił zmienić linię napadu i w miejsce "Mikiego" oraz "Jeziera" weszli Łudziński i Ćwielong. Już po chwili "Pepe" miał dogodną sytuację do podwyższenia wyniku, jednak raz uderzał w bramkarza, a drugi raz w słupek.
W 54. minucie gola zdobył Tomasz Sokołowski, jednak sędzia zadecydował, że doświadczony pomocnik z Chorzowa znajdował się w tej sytuacji na spalonym.
Przewaga Ruchu nie podlegała już żadnej dyskusji. Dobrą zmianę dał Grzegorz Bonk, który w 56. minucie zmienił strzelca bramki - Michała Osińskiego. Walczył on w środku boiska, skutecznie odbierając piłki graczom z Bielska. Jedna taka próba zakończyła się podaniem do Przemysława Łudzińskiego. Wtedy to "Łudi" zdecydował się na strzał z odległości 16 metrów. Piłka wpadła do bramki, a kibice cieszyli się z czwartego gola.
Później kibice jak i piłkarze czekali już na wielką fetę. W kilka minut po zakończeniu spotkania na wielkim podium pojawili się prawie wszyscy członkowie zespołu, którzy wywalczyli awans. Imprezę poprowadził m.in. znany na Cichej aktor i konferansjer - Bogdan Kalus. Kibice mieli nie lada okazję pospacerować po murawie stadionu. Były śpiewy, fotki, radość. Następnie zabawa przeniosła się pod aleję Bojowników, gdzie fanów zabawiał swoją twórczością m.in. Mirek Jędrowski. Kulminacyjnym punktem tego dnia był pokaz sztucznych ogni, któremu wtórowały głośne śpiewy kibiców oraz piłkarzy (tutaj prym wiedli "Pepe" i "Sokół").
Ruch Chorzów 4:0 (3:0) Podbeskidzie Bielsko-Biała
Bramki: Mikulenas 7', Osiński 14', Jezierski 30', Łudziński 62'
Żółta kartka: Odrzywolski, Butryn, Chrapek
Składy:
Ruch: Mioduszewski - Grzyb, Klaczka, Adamski, Osiński (58' Bonk) - Domżalski, Pulkowski, Baran, Sokołowski - Mikulenas (46' Łudziński), Jezierski (46' Ćwielong).
Podbeskidzie: Michałowski - Górkiewicz, Mouzie, Hirsz (78' Pater), Odrzywolski (28' Kołodziej), Kocur, Koman, Józefowicz (46' Chrapek), Gorszkow, Butryn, Cienciała.
Sędzia: Artur Radziszewski (Warszawa)
Widzów: 15.000 (w tym 27 kibiców Podbeskidzia)