W Chorzowie wszyscy żyją już jutrzejszym świętem. W klubie mrożą się 5-litrowe szampany, kibice wykupują ostatnie bilety, zaś organizatorzy dopinają wszystko na ostatni guzik. Jedynie piłkarze przedwcześnie nie okazują na twarzach swojej radości, tylko w spokoju przygotowują się do ostatniego spotkania w tym sezonie. – Najpierw najważniejszy jest mecz, a dopiero potem możemy myśleć o wspólnym świętowaniu z kibicami. A żeby nie popsuć sobie humorów, musimy jutro wygrać – podkreśla bramkarz "Niebieskich", Sebastian Nowak.
Chorzowianie w tym sezonie zrobili już to, co do nich należało. Wymarzony awans, na który kibice czekali cztery lata, został osiągnięty już kilkanaście dni temu. W innej sytuacji jest za to Podbeskidzie Bielsko-Biała, które do końca musi walczyć o uniknięcie baraży. – Szykuje nam się bardzo ciekawe widowisko. Oni nie mają nic do stracenia i pewnie nie przyjadą się do Chorzowa bronić – zauważa golkiper Ruchu.
Poprzednia kolejka nie była szczęśliwa dla bielszczan. Na własnym boisku przegrali oni z Kmitą Zabierzów aż 0:3, natomiast ich sąsiad z tabeli, także walczący o spokojny byt w II lidzie, ŁKS Łomża, wygrał niespodziewanie na wyjeździe z Polonią Warszawa 4:2. Mało tego, na pomeczowej konferencji prasowej trener Krzysztof Tochel zakomunikował, iż po zakończeniu sezonu kończy swoją pracę w Bielsku, co na pewno nie polepszyło atmosfery w drużynie. - Chciałem przeprosić i podziękować bielskiej publiczności za mój ostatni mecz na tym stadionie. Naprawdę jest ona wyrozumiała. Spotkałem się już z wieloma kibicami, którzy przy takim wyniku okazaliby swoją dezaprobatę – stwierdził szkoleniowiec Podbeskidzia.
"Niebiescy" miło wspominają swój ostatni pojedynek z bielszczanami (19.listopada 2006 r.). To właśnie dzięki wygranej 1:0 w Bielsku chorzowianie zasiedli na fotelu lidera i już do końca sezonu nikomu nie pozwolili go oddać. Goście z sentymentem wracają natomiast do ostatniego spotkania obu drużyn przy ul. Cichej. Było to 11. listopada 2005 roku. Chorzowianie mimo prowadzenia 2:0, ostatecznie przegrali 2:3, a jedną z bramek strzelił Ruchowi ówczesny zawodnik Podbeskidzia, Marcin Makuch.
W zespole "Niebieskich" nie zagrają przebywający na zgrupowaniu młodzieżowej reprezentacji Polski Łukasz Janoszka oraz Bartłomiej Babiarz. Trener Marek Wleciałowski nie będzie mógł także skorzystać z usług Krzysztofa Nykiela, który w meczu z Lechią Gdańsk zerwał torebkę skokową. Do Chorzowa wrócił ze zgrupowania kadry U-21 Piotr Ćwielong, który dzisiaj trenował z drużyną.
Jutro chorzowianie wreszcie zakończą drugoligowe rozgrywki, a od niedzieli udadzą się na zasłużony urlop. – Będą krótkie wakacje, więc trzeba je dobrze wykorzystać – zauważa Grzegorz Domżalski. – Potem czeka nas wzmożona praca. Przed nami będzie nowy cel, nowe zadania i na pewno trudniejsze mecze. Teraz jednak myślimy tylko i wyłącznie o spotkaniu z Podbeskidziem, które zamierzamy wygrać.
Sędzią meczu będzie Artur Radziszewski. Początek meczu w sobotę o godz. 17:00.
Przewidywane składy:
Ruch: Nowak (Perdijić) – Grzyb, Klaczka, Adamski, Osiński – Domżalski, Baran, Pulkowski, Sokołowski – Jezierski, Ćwielong.
Podbeskidzie: Michałowski - Gorszkow, Hirsz, Odrzywolski - Sacha, Koman, Butryn, Kołodziej, Pater - Kocur, Chrapek.