Igor Lewczuk (obrońca Ruchu):
- Sami pozwoliliśmy Macedończykom na taką grę. Gdybyśmy grali szybszą piłką, to by za nami nie nadążyli. A tak przetrzymywaliśmy piłkę, oni do nas wysoko podchodzili i zrobiło się aż 0:3. Szkoda tym bardziej, że dwa gole straciliśmy ze stałych fragmentów gry, czyli w najprostszy sposób.
Przy trzeciej bramce miałem tę piłkę na nodze i powinienem ją wybić. Usłyszałem jednak, że Kamil (Lech - przyp. red.) krzyczy "moja" i cofnąłem nogę. Piłka jeszcze się otarła o mojego buta i trafiła w ręce Kamila. Szkoda. To się nie powinno zdarzyć. Przez takie błędy zrobił się niepotrzebnie wysoki wynik.
Kamil Lech (bramkarz Ruchu):
- Starałem się nie myśleć o tym, że to mój pierwszy mecz w dorosłej drużynie Ruchu. Powtarzałem sobie, że to dzień i mecz, jak co dzień. A jak wyszło? Gdy się traci trzy gole, a z tego dwa po stałych fragmentach gry, to trudno być zadowolonym.
Zlatko Tanevski (obrońca Vardara):
- Po wyniku widać, że Ruch nie zagrał podstawową jedenastką. Przed chorzowską młodzieżą jeszcze dużo pracy. Graliśmy swoją piłkę. Agresywnie, wysoko, atakowaliśmy już na połowie rywala. Tak od lat gra Vardar. Mamy to we krwi. Ruch tak na poważnie to właściwie nam nie zagroził. My mamy mocny zespół. W tym sezonie jeszcze nie przegraliśmy i wierzę, że na koniec rozgrywek będziemy cieszyć się z mistrzostwa.
źródło: Niebiescy.pl / Gazeta.pl