Podopieczni trenera Marka Wleciałowskiego na fotelu lidera drugiej ligi zasiedli dokładnie 17 kolejek temu. W meczu z Lechią Gdańsk padł remis 1:1, dzięki któremu "Niebieskim" nikt już nie odbierze pierwszego miejsca w tabeli.
W składzie Ruchu doszło do kilku zmian w porównaniu z poprzednimi spotkaniami. W bramce Roberta Mioduszewskiego zastąpił Sebastian Nowak, który został ciepło przyjęty przez kibiców Ruchu. Natomiast nieobecnych Łukasza Janoszkę i Piotra Ćwielonga zastąpili Przemysław Łudziński i Remigiusz Jezierski.
Niedzielny pojedynek rozpoczął się od mocnego uderzenia "Niebieskich". Tomasz Sokołowski otrzymał dokładną "wrzutkę" ze środka pola i bez wahania zdecydował się na strzał z woleja. Piłka zmierzająca w róg bramki Mateusza Bąka sprawiła mu niemało problemów, ale ostatecznie akcja nie przyniosła pierwszego gola.
W 18. minucie groźną centra popisał się 37-letni "Sokół". Do piłki wyskoczyli Mateusz Bąk i Grzegorz Baran. Minimalnie szybszy był golkiper gdańskiej Lechii. Kilka sekund później Bąk zwijał się z bólu na linii bramkowej, bo przy kolejnym dośrodkowaniu zderzył się z jednym z rywali. Kontuzja nie okazała się jednak poważna.
Ruch przeważał, lecz nie potrafił tego udokumentować golem. "Lechiści" również często zapędzali się pod pole karne "Niebieskich", ale defensywa była dla nich nie do przejścia. Dobrze spisywał się także Sebastian Nowak, który pewnie wyłapywał każde dośrodkowanie.
W przerwie meczu na stadion dotarła blisko 2-tysięczna grupa fanatyków Ruchu, wspieranych przez zaprzyjaźnionych sympatyków Widzewa Łódź i Elany Toruń. Od tego momentu zrobiło się bardzo gorąco na Traugutta. Najpierw doszło do kilkudziesięciosekundowego starcia kibiców z policją, a gdy sytuacja uspokoiła się do akcji wkroczyli... piłkarze.
Gospodarze wykorzystali błąd obrońców przeciwnika, którzy pozostawili dużo miejsca Pawłowi Buzale i Piotrowi Cetnarowiczowi. Ten pierwszy przedłużył dośrodkowanie, a jego kolega z ataku bez najmniejszych problemów umieścił piłkę w pustej bramce.
Kiedy sytuacja na trybunach została opanowana, a kibice Ruchu wypełnili "klatkę", ich piłkarze doprowadzili do wyrównania. Całość wzbudziła wiele protestów wśród gdańszczan, bo ich zdaniem bramkarz Lechii był faulowany. - Mateusz Bąk źle obliczył wysokość lotu piłki. Jezierski, który z nim do niej wyskakiwał moim zdaniem nie faulował. Bramkarz chciał przerzucić piłkę nad bramką, a wrzucił ją sobie do siatki. Jest to bramka samobójcza i nie było tam żadnego przekroczenia przepisów. Przy podejmowaniu decyzji spojrzałem na arbitra bocznego, ale nic mi nie sygnalizował tylko biegł w kierunku środka boiska, co utwierdziło mnie w tym, że gol był prawidłowy - wytłumaczył Włodzimierz Milczarek, sędzia główny spotkania.
Chorzowianie mieli sporo okazji do zdobycia bramki. Dwukrotnie z pięciu metrów nie trafił Remigiusz Jezierski. - Przy moich strzałach bramkarz poszedł w długi róg i wybił piłkę bardzo instynktownie, niczym przy rzucie karnym. Jest mi przykro, że się nie udało, ale co zrobić - opowiadał "Jezier".
Po spotkaniu zawodnicy Ruchu kontynuowali świętowanie awansu do ekstraklasy śpiewając wspólnie ze swoimi fanami pieśń "nadeszła wiosna i lepsze czasy...". W zupełnie odmiennych humorach byli podopieczni trenera Borkowskiego, którzy pożegnali się z marzeniami o pierwszej lidze. Kibice obu drużyn kontynuowali później to, co rozpoczęli w pierwszej połowie, czyli walkę z policją, która przeniosła się później na ulice Gdańska.
Lechia Gdańsk 1:1 (0:0) Ruch Chorzów
Bramki: Cetnarowicz 54' - Bąk 66' (sam.)
Żółte kartki: Buzała, Pawlak, Hirsz, Wiśniewski - Jakubowski, Jezierski
Składy:
Lechia: Bąk - Piątek, Brede, Manuszewski, Kosznik - Wiśniewski, Miklosik, Pawlak (80' Szulik), Pietrowski - Buzała (75' Hirsz), Cetnarowicz.
Ruch: Nowak - Grzyb, Klaczka, Adamski, Nykiel (62' Domżalski)- Jakubowski, Pulkowski, Baran, Sokołowski - Łudziński (77' Mikulenas), Jezierski (90' Haftkowski).
Sędzia: Włodzimierz Milczarek
Widzów: 10.000 (kibiców gości 1.800, w tym 400 fanów Widzewa i 250 Elany)